Mateusz Falkowski
Punktem wyjścia – jednocześnie wyzwaniem i pierwotnym potencjałem – jest roszczenie albo wielość roszczeń. Honor, obowiązek, miłość... – każde roszczenie wymaga odpowiedzi. Odpowiedź jest związaniem. Nie ma mowy o niejasności – roszczenie, choć zewnętrzne, nie wprawia w pomieszanie, nie zmusza do odwrotu. Jest więzią-materią, którą należy zacieśnić-rozwinąć. Żadna droga nie prowadzi do wnętrza bohatera, wszystkie do autonomizacji roszczeń. Niechęć do rezygnacji sięga tak głęboko, że trudno mówić o jakiejś selekcji. Bohater Corneille’a jest nieskończenie otwarty i gościnny. Raduje go każdy ciężar: świat jest w pierwszym rzędzie tym, co obarcza.
(Lekko zmodyfikowany fragment znacznie obszerniejszej Teorii przywództwa.
Redakcja zdecydowała się go opublikować po części z racji zbieżności z wątkiem przewodnim niniejszej edycji OM.
Przede wszystkim jednak składamy tym tekstem hołd wspaniałym czasom polskiej literatury, ostatnim być może tak wielkim. Niepowtarzalnym czasom baroku – gdy poeci korzystali nie tylko z dobrodziejstw urzędów, ale ponadto z opieki możnych. Poeci-żołnierze, poeci-dyplomaci, poeci-spiskowcy... – sami pełni możności.
Szanowni Państwo! Drodzy Goście! Panie i Panowie!
Serdecznie Państwa witam w imieniu Redakcji OM oraz Instytutu Filozofii, którego uprzejmości zawdzięczamy możliwość spotkania w „13”.
Witold Kaszpiro to autor przede wszystkim Wędrówek po Słowanii, cyklu radykalnie anty-realistycznych powieści, stanowiących najambitniejszą od czasów Musila próbę opisania rzeczywistości i mentalności Mitteleuropa. Cykl ten zarazem (i mimochodem) odpowiada na pytanie o polską prozę współczesną, prozę nie tylko doraźnie aktualną, ale sięgającą samej natury tego, co współczesne. Radykalny anty-realizm jako narzędzie i styl odsłaniania teraźniejszości daje o sobie znać już w pierwszej części cyklu, sadze górniczej rodziny Herców. Saga bowiem traktuje o zupełnie czym innym niż na pozór.
Być może szybkość nie jest esencją świata. Skoro można zwątpić w realność ruchu i zmiany, tym bardziej da się zakwestionować szybkość, z jaką zdają się zachodzić. A jednak trudno odmówić im znaczenia w szeroko rozumianej dziedzinie gier. Ranga ta nie wyklucza przecież racji sceptycyzmu. Czyż zresztą nie potwierdza on własnej słuszności właśnie i najsilniej wówczas, gdy przyjmuje postawę wyrozumiałą, z uśmiechem witając wszelkie wyjątki? Mógłby zatem i w tym wypadku pozwolić sobie na pobłażliwość. Gra – nieważne, krwawa czy beztroska, dyplomatyczna, miłosna, podwórkowa – zawiera w sobie dostatecznie wiele niepowagi, aby dopuszczać nawet takie kurioza jak zmienność i tempo.
Dlaczego polski teatr współczesny sprawia wrażenie anachronicznego? Bo ulega “życiu”, pragnie go, ściga je, konkuruje z nim i przegrywa. Przede wszystkim – szybkość: teatr współczesny nie jest w stanie nadążyć. Dawniej spektakl mógł być czymś nadzwyczajnym, natychmiastowym (“politycznym”) – eksplozją i odurzeniem. Dzisiaj wszelka “nowoczesność” jest wyłącznie naśladownictwem i pogonią – coraz “żywsze” teksty, coraz “nowsze” techniki potwierdzają jedynie tę obsesyjną bliskość “rzeczywistości”. Bo czy z drugiej strony nie uznajemy za oczywistą nieuchronną teatralność naszego i w ogóle każdego świata? Czy “teatralna metafizyka” nie jest jednym z wielkich osiągnięć współczesnej przenikliwości? Wszędzie role, funkcje, “aktorzy”, “instytucje”... W teatrze mamy więc realizm ról. Zwłaszcza “ekstaza” i “dionizyjskość” – jako znak poszukiwań czegoś “poza” – nieudolnie powtarzają nasze codzienne “jazdy”, będące zresztą świadectwem tych samych podróży.
Sztuka jest dziś prawdopodobnie ostatnim prawdziwym wrogiem natury. Jako jedyna nie mówi jeszcze o przyrodzonych prawach i optymalnych warunkach. Jako jedyna nie musi jednak tym samym pozostać anachroniczna czy naiwna. Muzeum i utopia nie są to twory pierwotnie artystyczne. M.in. dlatego, że dla sztuki nie istnieje po prostu problem życia i śmierci. Tymczasem wiara w tradycję bądź siłę wyobraźni nigdy nie przestaje być wiarą w wyjątkowe, bo jedyne źródło witalności albo nie mniej naturalną władzę życia. Zerwanie, jakiego dokonuje w tym miejscu sztuka, polega na ustanowieniu prymatu roli. – Siostra, wydawca, eks-gauleiter... – nawet umarli zawsze jeszcze odgrywają własne role. Tylko niecierpliwość lub nieodróżnialna od niej ślepota mogą tłumaczyć wysuwany już tutaj zarzut ubóstwa i schematyzmu.
Malarz posługuje się intuicją. Intuicja jest naczelną władzą malarza. Może lepiej powiedzieć: żywiołem albo sposobem istnienia. Malarz istnieje intuicyjnie. Osiąga „stan intuicji”. Nic ciekawszego dla kogoś posługującego się rozumem, powiedzmy: dla animal rationale, niż spotkanie Malarza, który całkowicie niemal zaufał intuicji – w malarstwie i w pisaniu. Okazuje się przede wszystkim, że intuicja nie oznacza irracjonalności, bezrozumu, np. w sensie zaufania własnym uczuciom, własnemu wnętrzu, krótko mówiąc: „osobowości” Malarza. Intuicja, owszem, może z nich korzystać, ale nigdy na nich poprzestać. Poza tym – co równie ważne – nie jest ona stanem chaosu czy bełkotem. Przeciwnie, intuicja wiąże i ustanawia relacje – krótko mówiąc: myśli.
|