Jacek Dobrowolski

Głupota i władza (fragm. książki "Filozofia głupoty")

Problem władzy, jej asymetrycznych przepływów i nierówności posłuszeństwa, jakie stąd wynikają, powstaje już na najwcześ­niej­szym etapie rozwoju, a władanie i posłuch kształtują się jako aspekty świado­mości naiwnej, zawsze niosąc z sobą coś z przed-racjonalnej dziecinności i własciwych jej odruchów. To dlatego w dorosłym życiu uczymy się raczej woalować, konwencjonalizować, maskować, formalizować zarówno rozkazy, jak i posłuszeństwo: ich przepływy, im bardziej bezpośrednie i inten­sy­wne, tym bardziej nas „upupiają”

Popęd i sens

XX wiek nauczył nas, że popęd seksualny jest najpoważniejszym problemem filozoficznym. Oczywiście człowiek zawsze ze szczególną atencją odnosił się do popędu seksualnego i wplatał go w gęste sieci znaczeń i wyobrażeń. To dziedzina seksualności właśnie, jak można sądzić, jest polem walki. Walka ta jest nieskończona, ponieważ seksualnosc jest zagadką, której prawdy do końca nie możemy zrozumieć; możemy ją jedynie obudowywać domysłami i przekonaniami, które ostatecznie kształtują konkretne aktywnosci.

Dlaczego OM to najważniejsza inicjatywa patriotyczna od czasu filomatów?

Panie i panowie, rytm to za­w­sze pod­stawa, a żeby na­u­czyć się śpie­wać trzeba umieć cza­sem i zgrzytać, i piać. Ru­mor, bluzg, sko­­wyt psów należą do instrumen­ta­rium li­te­ra­tu­ry. Tak­że bełkot i łoskot. Ta­kże mla­s­­ka­nie i poranne os­ti­nato do­bro­są­siedz­­kich uderzeń młotka w ścianę - oraz zło­­wie­­szcze krakanie ga­wrona, które roz­­le­ga się e­chem po­­śród naszych pra­wie­cz­nych be­­to­no­wych komp­le­k­sów. Często je­szcze gier­ko­w­skich; - a cza­sem go­muł­kow­s­kich pus­ta­ków. One też mo­gą się stać bo­ha­­te­rami peł­nych świsz­czą­­cego szyderstwa pio­se­­nek hip­­ho­po­lo.

Traktat o literaturze

Źródła zapisu literackiego – prawda w literaturze – czym jest doskonałość i niedoskonałość literacka? – czym jest ruch postaci? – „postaciowanie” i perypetie – drogi, dewiacje i los – czym jest ruch otoczenia? – chaos i kosmos – władza i oswobodzenie – wielopowierzchniowość, czyli dlaczego każda literatura jest realistyczna? – czym jest ruch materii? – rozkład postaci i otoczenia – Coś i Wszystko – implozja i eksplozja – jak mówi materia? – co to jest styl? – odwrócona kosmogonia – pożądanie, ekstaza, śmierć – konkluzja.

Czym jest reakcjonizm dziś?

Panie i Panowie, pytanie, jakie zawiera się w tytule obecnego wystąpienia, czym jest reakcjonizm dziś, jest o tyle retoryczne czy wręcz naiwne, że, jak to doskonale wiemy, widmo reakcji krąży po ziemi.

Czy jednak pojęcie reakcyjności jest w ogóle stosowne i operatywne? Faktycznie, w naszych czasach to słowo nieco zużyte, podobnie jak i parę innych jeszcze słów, których będziemy mimo to używać. Wszelako źródła i obiektywne uwarunkowania owego zużywania się pewnych słów (a wraz z nimi również pewnych pojęć) i ich dyskursywnego zamierania, mogą, jak się okaże, stać się przedmiotem pewnej „podejrzliwości”. To skądinąd ciekawe, dlaczego pojęcie „reakcyjności” – i kilka innych, np. pojęcie „masy” albo „piękna” – stało się, by tak to określić: niemodnymi, dlaczego uchodzą one za „zużyte” i „niewspółczesne”.

Oczywiście, nie chodzi o to, by reaktywować pojęcie reakcji w jakimś jego starodawnym czy klasycznym sensie. Ale właśnie dlatego warto go może przypomnieć.

Król Feliks, czyli wyprawa antropofagów

Bogowie zesłali do was mnie, który jestem jelitem wszystkich bóstw, gardłem i dzieckiem wszystkich duchów, zesłali mnie, bym przeprowadził was na drugą stronę was samych, zesłali mnie, byście nie rozpoznali siebie, swych rodziców i swych dzieci; zesłali mnie, byście stali się czymś, co oczy widzą zawsze po raz pierwszy. Nie będziecie znali siebie, nie będziecie pamiętali swych imion i domów; odtąd imion wam zakazuję, a domów was pozbawiam, każdy niech tam mieszka, gdzie zmoży go sen; oto po co zesłali mnie bogowie, których jestem skórą i ostrzem.

120 godzin, czyli upadek pewnego dżentelmena

Okładka

fragment powieści nagrodzonej w Konkursie Młodych Twórców Fundacji Kultury
 
(w całości dostępnej od w księgarniach – także po kliknięciu tutaj)
  
(...) A może należałoby zacząć od tego, że jestem człowiekiem, a w za­sa­dzie nie tyle czło­wie­kiem, co współczesnym człowiekiem. A w zasadzie, by być ścisłym wobec wszystkich moż­li­wych i niemożliwych po­ko­leń, człowiekiem z przełomu XX i XXI wieku. I może powinienem był zacząć od te­go, że zaw­sze, gdy spo­glą­dam w lustro, wi­dzę twarz człowieka z przełomu wyżej wymienionych wieków, w której nie odznaczyło się żadne cierpienie, żaden ból, widzę spoj­rzenie i pro­­mien­ne, i przyga­szone, którego nic nigdy nie u­de­rzyło; widzę swoją skórę, jest w do­sko­nałym stanie, gładka. I widzę dłonie, które nie trzymały nigdy ani rewolweru, ani czaszki, które rzadko zwijały się w pięści, choć wsu­wa­ły się czasem w różne śliskie zaka­ma­r­ki; długie i wąskie palce dobrze do tego się nadają. Nie. Nie przytrafiło mi się w życiu cier­pieć mę­ki gorszej niż pospolita nuda. Nie cho­ro­wa­łem ciężko. W mi­ło­ści za­w­sze pierwszy wy­­cho­dzi­­łem z gry. Nie zdradził mnie przy­ja­ciel i w ogóle nie skrzy­w­dził nigdy ża­den czło­wiek; nie byłem na wojnie, ani nawet w woj­sku, ani w szpitalu, nie do­zna­łem szy­kan ze stro­ny to­tali­­ta­r­nych władz i nie doświadczyłem nędzy. Nie zwią­załem się też nigdy z ża­dną ideą czy świa­to­poglądem, nie prze­żyłem więc roz­czarowania ani du­cho­we­go ban­kru­c­twa. Nigdy też nie cier­piałem z po­wo­du przed­wczes­ne­go końca cze­go­kol­wiek, bo i ni­gdy nie doznałem, że­by coś się dla mnie zaczęło. Nie cier­pia­łem na­wet wtedy, gdy jako dziecko straciłem uko­cha­ną ma­tkę. Bardzo rzadko zdarza mi się płakać, chyba że za sprawą piękna sztuki lub przyrody. Co więc mogę wie­dzieć o ży­ciu, które – jak to mówią cza­sem li­te­ra­ci, a je­sz­cze częściej pu­blicyści, czerpiąc z tej kon­sta­tacji prawo, by u­wa­żać się za poważ­nych pub­li­cys­tów – jest raną, jej ją­trze­­niem się i nie­moż­nością za­bliź­nie­nia? Zapewne nic... Ale może będę umiał coś zmyślić... Może wydobędę z tej rany krzy­­czą­­cą per­łę. I włożę ją sobie do źrenicy oka, aby zyskać prawo do uznania się za całkiem nie­po­­­wa­ż­nego. Aby zyskać prawo do tego, by nie mówić o płaczu, ani o ranach, ani o rozczarowaniach, ani o nędzy, ani o niedoli.

Subskrybuj zawartość