Dodano 21.01.2010
(...) jeszcze-nie-myślenie niech będzie pozytywną próbą odpowiedzi na sytuację „posiadania pojęć”. Czyni ono (owo posiadanie) dzisiaj z filozofii prawdziwą kurwę – burdelmamą, właścicielką lokalu jest wiara, alfonsem, utrzymankiem – komunał. Zarządzanie pojęciami jest obecnie źródłem sensu i upowszechnianiem jego znaków.
Czytaj dalej
Dodano 05.01.2010
Zatrzymał się pod domofonem. Nie widział, co ma zrobić. Dzwonić? Od razu ujawniać się wrogowi? Do kogo dzwonić dokładnie? Mimo tej niewiedzy, obserwując w zadumie ruchy własnej ręki, na chybił trafił nacisnął pierwszy lepszy numer. Choć może nie był pierwszy lepszy i nie na chybił trafił, bo obok przycisku napisano „Dozorca”. Nikt nie odpowiedział. Trzeba było przygotować się do szturmu. Wykrzyknął „Otwierać, Armia Wyzwoleńcza!” Serce biło szybko. „Za wolność Waszą i Naszą” – krzyknął i cały mokry od łez uderzył kilka razy lufą w prawą dolną ćwiartkę szklanych drzwi. Szkło rozprysło się tuż pod jego stopami, wywołując w ciele poczucie przerażenia, ale i zachwytu. Serce biło wciąż mocno, nie powoli. Wciąż słyszał jeszcze w uszach brzęk rozbitej szyby, schylił się, żeby przejść przez otwór, który tym sposobem sobie wybił, sporo ostrych odłamków zostało jednak w drzwiach, przez co było ryzyko, że może się poranić. Szarpnął klamkę i wtedy okazało się, że drzwi są otwarte, domofon w ogóle nie strzegł wrót.
Czytaj dalej
Dodano 22.12.2009
„To może kupmy ten niebieski” potrafiła powiedzieć w sposób, który ją samą przerażał, kiedy czasami uświadamiała sobie niespodziewanie, jak to czasem bywa, brzmienie własnego głosu. W końcu wszystko się w niej uśredniało, ścierało na idealnie płaską powierzchnię, w której rzeczywistość odbijała się prawie nieodkształcona, jakiś taki wycinek, jeden metr na jeden, jestem metrem kwadratowym, myślała, czując całkowitą bezsilność i nie wiedząc, jak mogłaby temu zaradzić. A powinna być właściwie zadowolona. Miała wspaniałego męża. Była coraz bardziej zaradna (czego brak zawsze sobie wyrzucała). Kiedy wchodziła do banku, od razu wiedziała do którego stanowiska się skierować, u fryzjera potrafiła w sposób jasny i wyraźny opisać swoje oczekiwania, tak że coraz rzadziej zdarzało się, że końcowy efekt zaskakiwał ją i bawił, po prostu odnotowywała sprawne załatwienie sprawy, zrobienie w przewidzianym czasie tego, co sobie na dane popołudnie zaplanowała, patrząc zaś od strony fryzjera było to tylko dokładne wykonanie zamówionej przez nią usługi. Czuła się pewnie. Tak. Wchodząc do banku miała pewność, że zostanie niezwłocznie obsłużona. U fryzjera miała pewność, że zostanie przez niego zrozumiana bardzo dokładnie i nie strzeli mu do głowy zrobić jej czegoś, co mogłoby się kłócić… no właśnie, tak naprawdę, z czym? Z pracą lekarki w prywatnej klinice? Przecież i tak nie ogoliłaby się na łyso i nie pociachała żyletkami. A jednak było coś, co ją wstrzymywało, coś co odzywało się zawsze szybciej od niej samej, co zamykało jej usta i dyskretnie ograniczało… Jadąc samochodem, odsłuchując wiadomości w poczcie głosowej albo wybierając szafki kuchenne można było zdać się w pełni na to coś. Czuła się bezpiecznie. Była bezpiecznie ubrana, bezpiecznie uczesana, miała bezpieczny makijaż. Zachowywała się bezpiecznie. Nikogo nie drapała po twarzy. Pacjentom nie opowiadała wyssanych z palca andronów, dla hecy i zabawy. Nie robiła nic. Kiedyś przez dwie godziny siedziała na taborecie i wciąż zmieniała pantofle (...)
Czytaj dalej
Dodano 08.12.2009
Niegodziwość nie oznacza po prostu nieprzestrzegania prawa – aby zostać uznanym za niegodziwego wystarczy na własną rękę poszukiwać linii ujść, własnych ścieżek nie tyle sekretnych, ile nieograniczających się do wytyczonych szlaków, dróg ryzykownych i niewskazanych, przede wszystkim jednak niezgodnych z zaleceniami i oczekiwaniami. Niegodziwość jest w istocie tożsama nie z występkiem, ale rzuceniem wyzwania władzy: nie tyle złamanie symbolicznego prawa, ale poddanie w wątpliwość jego uprawomocnienia, a co za tym idzie jego realności. Przestępca w każdym momencie swej aktywności potwierdza rzeczywisty charakter prawa (łamiąc je, ukrywając się przed nim, korzystając z niego we własnej obronie i poddając się jego działaniu), natomiast człowiek niegodziwy nie zważając na prawo, rzuca mu wyzwanie, stanowiące w istocie śmiertelne zagrożenie dla prawa, a co za tym idzie również dla władzy w nim się przejawiającej. Zagrożenie to polega na wytworzeniu przestrzeni w sposób absolutny zewnętrznej wobec obszaru władzy, alternatywnego pola aktywności. Miano niegodziwego, po którym następuje lista zarzutów wpisująca jednostkę w sieć normalizujących kategorii, ponownie przeciąga odstępcę na stronę światła, niwelując przestrzeń autonomiczną nawet za cenę jego własnego życia. Czyż w końcu nie jest to jedna z fundamentalnych cech naszego społeczeństwa, że przeznaczenie przyjmuje w nim postać odniesienia do władzy, walk z nią bądź przeciwko niej?
Czytaj dalej
Dodano 28.10.2009
Orgia Myśli,
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria,
Instytut Goethego w Warszawie
zapraszają na spotkanie zorganizowane z okazji wydania 100 najsłynniejszych wierszy Hölderlina Co się ostaje, ustanawiają poeci
Hölderlin: poezja i myślenie
z udziałem
Agaty Bielik-Robson i Antoniego Libery
Prowadzenie Mateusz Falkowski
W piątek, 30 października, o godz. 18.30, w Instytucie Goethego w Warszawie, przy ul. Chmielnej 13a
|