Mateusz Falkowski

Wiara, zarządzanie, pojęcie – o tym, co zostało jeszcze do pomyślenia

(...) jeszcze-nie-myślenie niech będzie pozytywną próbą odpowiedzi na sytuację „posiadania pojęć”. Czyni ono (owo posiadanie) dzisiaj z filozofii prawdziwą kurwę – burdelmamą, właścicielką lokalu jest wiara, alfonsem, utrzymankiem – komunał. Zarządzanie pojęciami jest obecnie źródłem sensu i upowszechnianiem jego znaków.

Leibniz

Niewykluczone, że udało się Leibnizowi narzucić późniejszym interpretatorom przynajmniej część własnych schematów kategorialnych, tak iż patrzą nań oni, a za nimi my, tutaj, za ich pośrednictwem, przez ich pryzmat. Dorzućmy tedy jeszcze jeden komentarz, który jeszcze silniej pogrąży nas w mętnych analogiach i niebezpieczeństwach dziwacznego, bo odwróconego poniekąd biografizmu, „kontrbiografizmu” być może: „był szczupły i blady: wysmukłe palce przedłużały jego pokryte mnóstwem linii dłonie. Oczy, zawsze słabe, odsuwały od niego zniewalające obrazy wzrokowe. Chodził z pochyloną głową i nie znosił nagłych ruchów. Cieszył się zapachami i czerpał z nich prawdziwe pokrzepienie.” Mamy oto wewnętrzne oddzielenie od świata, w który zawsze i bez reszty się angażuje, ale bez złudzenia bezpośredniego kontaktu z zewnętrzem, jakie daje dystansujące spojrzenie – zmysłowość raczej bezpośrednia, bliska, doznania rodzące się od razu w „środku”: węch i słuch (przypomnijmy ulubiony i często wykorzystywany przykład z szumem fal). O co chodzi w tym wszystkim? Świadectwem czego mogłoby być zarysowane tu jedynie wstępnie „pojęcie Leibniza”?

Artaud – katastrofa i ciało we „Francji”

(...) Artaud byłby z tej perspektywy kimś na kształt obiektu cząstkowego myśli francuskiej, czyli kimś z wewnątrz, ale kompletnie nie do zasymilowania (co by to miało znaczyć: myśleć „po artaudowsku”?), kimś pozbawionym jednoznacznego określenia (na wzór „afirmacji”), nie mającym statusu czegoś integralnego, a przeciwnie – zawsze stanowiącym sygnał nadejścia katastrofy, o tyle też kimś agresywnym, kogo trzeba powstrzymać (wyrzucić na zewnątrz) albo – na odwrót – kto okaże się nie tyle sojusznikiem przy tworzeniu pewnej konstrukcji czy teorii, ale po prostu jej elementem, wciąż od nowa doświadczającym wyłącznie swoich własnych przygód.

Derrida, czyli jak stać się najmądrzejszym na świecie?

Wiadomo, że nie każdy miał szczęście (pecha) spotkać Sokratesa. Jakkolwiek samo jego pojawienie się w Atenach – zgodnie z tym, czego nauczyli nas o tym Hegel, Kierkegaard i Nietzsche – należy potraktować jako symptom („Derrida jako symptom”, Drodzy Państwo – oto zagadnienie do rozważenia!), to jednak za swego życia pozostawał kimś wyjątkowym, efemerydą, w każdym razie bytem o niejasnym statusie, jak gdyby „poza-instytucjonalnym”. Wydaje się, że owa wyjątkowość nie ma jednak charakteru ściśle i tylko historycznego, ale także zasadniczy (jedno drugiego nie wyklucza). Najmądrzejszy nie jest ani filozofem-politykiem, poszukiwaczem/głosicielem prawdy, ani też poetą-mitotwórcą-sofistą, który prawdę wymyśla, naśladuje, udaje.

Święta pornografia

Porno to jak gdyby jednocześnie ruch objawienia i ograniczenia. Seks wychodzi na jaw, oddaje się w całej okazałości a dzięki temu przestaje już straszyć gdzie indziej. Jest to ruch poniekąd analogiczny do instytucjonalizacji religii, tzn. ustanowienia oficjalnej organizacji Kościoła – tak jak w przypadku Kościoła wiadomo, że jest od tamtych spraw, tak samo w przypadku porno wiadomo, że chodzi w nim o te rzeczy.

Dzieje Tristana i Izoldy, Joseph Bédier (8 hipotez na temat rycerstwa, miłości i literatury) - NOWOŚĆ ed. 8

1. Tristan jest człowiekiem morza. – Tzn. traktuje ziemię jak morze.

 

Moralność i literatura

Szanowni Państwo! Na początku wyrazić muszę swoją głęboką wdzięczność Redaktorowi Wolskiemu, który sprawił, że współpracuję z OM. Niestety, nie ma go dzisiaj z nami. Mój żal równy jest mojej wdzięczności.

"Fedra" Jeana Racine'a

Nie pamiętam gdzie, spotkałem kiedyś uwagę na temat XVII-wiecznych pisarzy (na pewno wymieniono Corneille’a; nie wiem, czy też Racine’a i kogo poza tym, ale fragment miał z pewnością ogólniejszy charakter), w której jej autor twierdził, że pisarze ci byliby w stanie napisać również dzieła ówczesnych filozofów: Hobbesa, Spinozy, Leibniza... Intencją tego stwierdzenia mogła być oczywiście chęć wskazania różnicy czy wręcz przepaści, jaka dzieli tych „gigantów” od współczesnych „literatów”. Choć mogło też chodzić o panującą wówczas jedność kultury, mającą swe źródło tyleż w podobnym wykształceniu, wspólnocie problemów, pojęć itd., co bardziej nawet w jej świeżym jeszcze, bo wczesno-nowożytnym charakterze. Wspólnota i jedność zdają się w tamtym czasie raczej skutkiem aniżeli punktem wyjścia, akceptowanym dziedzictwem czy zorganizowanym tłem – systemy i dzieła w większym stopniu świadczyły o osobistym wysiłku, walkach prowadzonych samotnie, ale i tym bardziej zaciekle, skoro za każdym razem i na nowo palono za sobą mosty scholastyki, niszcząc wszelkie drogi odwrotu. Dlatego wszelkie świadectwa wielkości bądź duchowej potęgi stawiały autorów tychże świadectw na tym samym szczeblu w sprawiedliwej hierarchii natury.

Zmysły

Niniejsze słuchowisko nie jest skandalem. Nigdy skandal nie był celem żadnego autora. Intencja zawsze jest tyleż artystyczna, co naukowa. Nie można zaprzeczyć, że autor jednak wie. Przede wszystkim wie, co robi. Choć nierzadko robi to jeszcze na ślepo. Nastrój w żadnym razie nie powinien być intymny. Nie ma mowy o podglądactwie. Należy unikać psychologicznych niuansów. Na szczęście w radiu nie ma do kogo puszczać oka. Nie jest to zapis rozmowy, nawet jeśli rozmowa taka miała lub będzie miała miejsce. Aktorzy mają odczytywać wyłącznie własne kwestie.

Tezy, diagnozy, proroctwa

Cudowna wielość znaków i symboli, fakt, iż służą jako narzędzie i cel sztuki, każą wierzyć w jej piękną i długą jeszcze przyszłość, w mnogość jej kolejnych zadań – czasem będzie to bój o odzyskanie, czasem odważne zawłaszczenie, czasem radosna konstatacja chaosu... Zawsze będzie dużo do odsłonięcia i pokazania, będzie tego coraz więcej. Sztuka stanie się coraz prawdziwsza, może nawet coraz bardziej potrzebna

Subskrybuj zawartość