ciało polityczne w literaturze i w filmie
Obraz Gustave’a Courbeta „Rozkosz i rozleniwienie” („Sen”) namalowany został na zamówienie tureckiego ambasadora w Sankt Petersburgu, Paszy Khalila Beya, kolekcjonera sztuki erotycznej, i w założeniu miał służyć jedynie prywatnej kontemplacji i stymulacji. W rozkoszy i w rozleniwieniu, a być może we śnie pogrążone są dwie namalowane na obrazie kobiety. Niewątpliwie jeszcze przed chwilą oddawały się fizycznej miłości. Teraz wyczerpane tulą się do siebie, ich nogi są wciąż mocno splecione, ale łona powoli oddalają się. Blondynka o delikatnej, alabastrowej skórze opiera głowę na piersi brunetki, której ciało wydaje się być silniejsze i twardsze. Obok nich, na łóżku przykrytym białą pościelą, a częściowo gwałtownie odrzuconą, czerwonawą kapą leży zerwany w przypływie namiętności naszyjnik z pereł i złoty grzebień podtrzymujący wcześniej włosy jednej z kobiet, które teraz splątane, w nieładzie otaczają ich piersi i głowy.
Powyższy opis mógłby sugerować, że obraz Courbeta jest niezwykle śmiałym przedstawieniem miłości lesbijskiej w sztuce, że budzić musi skrajne emocje. Tymczasem jest to w gruncie rzeczy dzieło zgodne z rozpowszechnionymi i ugruntowanymi w dziedzinie sztuk plastycznych konwencjami. Pierwszym wrażeniem, jakie budzi w oglądającym to płótno, musi być odczucie piękna i harmonii zeń emanujących. Jednak owo piękno i harmonia tkwią w samym obrazie, obrazie jako całości, nie zaś w ciałach modelek. Ciało wbrew pozorom staje się mało istotne, ma walor doskonałego ornamentu, pozostaje nieprzeniknione i niezindywidualizowane. Najważniejsza jest powierzchnia ciała, koloryt równomiernie oświetlonej skóry, lekkie napięcie rozluźniających się powoli mięśni, rysunek piersi, bioder i pośladków. Tym, co w obrazie Courbeta stymulujące jest uogólnione i skonwencjonalizowane wyobrażenie na temat seksu dwóch kobiet, nie zaś konkretne, odmalowane na obrazie ciała. W przedstawieniach obrazowych odnoszących się bezpośrednio do powszechnych wyobrażeń erotycznych większe znaczenie niż ciało ma kompozycja, tło i detal. To właśnie te, zdawałoby się jedynie poboczne elementy, pozwalają na właściwe zinterpretowanie obrazu, na odczytanie go w odpowiednim kontekście. W tym przypadku kontekstem jest erotyka, a konwencją akt estetyczny.
Nie ma tu miejsca, by prześledzić, jak rozwijał i realizował się akt estetyczny w sztukach plastycznych, należy jedynie uściślić, co rozumieć będę pod tą kategorią. Akt estetyczny z pewnością nie jest po prostu przedstawieniem nagiego ciała, choć oczywiście nagość jest tu jednym z warunków. Akt estetyczny nie jest również kategorią związaną wyłącznie z konkretnymi epokami czy prądami w historii sztuk plastycznych. Jest formą sztuki, w której wyraża się specyficzny stosunek do ciała. Obrazowane ciało zostaje unieruchomione, zamrożone w strukturze estetycznej, współgra z tłem i kontekstem, tworząc kompozycję harmonijną i intelektualnie niedynamiczną. Kontemplacja aktu estetycznego zakłada sprawne rozpoznanie sytuacyjne oraz dowolnie długą, choć stopniowo coraz bardziej oddalającą się od obrazu rozkosz zmysłową. O ile doznania erotyczne płynące z obcowania z przedstawieniami zaliczonymi do kategorii aktu estetycznego pozostają sprawą indywidualną i warunkowane mogą być jedynie zmysłową wrażliwością oglądającego, to kwestia rozpoznania związana jest z obiektywnym kontekstem kulturowym. Nagość jest przecież także częstym i niezwykle istotnym elementem obrazowych przedstawień o charakterze religijnym czy mitologicznym. W tym przypadku funkcja nagiego ciała będzie oczywiście odmienna o tej, z jaką mamy do czynienia w akcie estetycznym. Ciekawe byłoby prześledzenie, jak stopniowo obraz, jako przedmiot kultu, w którym portretowane ciało jest tożsame z wizerunkiem i z osobą, staje się przedmiotem estetycznym. Mnie jednak zajmować będzie inny proces, w wyniku którego forma aktu estetycznego podlega reinterpretacji i osadzona zostaje w nowym kontekście. Kontekście, który w odróżnieniu od kontekstu kulturowego nazwać można politycznym.
Akt polityczny byłby zatem taką formą sztuki, w której ciągle pewne znaczenie ma piękno i harmonia obrazu (choć te kategorie całkowicie się już subiektywizują i „degenerują”) oraz jego kontekst kulturowy umożliwiający zrozumienie treści. Szczególnie jednak istotny staje się wymiar intelektualny konkretnego przedstawienia. Z jednej strony wyczuwalny jest wysiłek twórcy, który wyrywa nagie ciało z bezpiecznych ram aktu estetycznego i wrzuca je w chaos polityki płci. Z drugiej zaś strony zmieniają się oczekiwania wobec odbiorcy, który zmuszony jest w procesie kontemplacji do bardziej złożonej aktywności, do przekroczenia poziomu kontekstu kulturowego. Tworzenie i odczytywanie takiej formy sztuki staje się właśnie aktem (działaniem!) politycznym.
Wiele spośród średniowiecznych przedstawień Adama i Ewy w raju przede wszystkim stanowiło przedmiot kultu. Nagość stawała się na tych obrazach synonimem czystości i niewinności, zaś portrety świętymi wizerunkami pierwszych rodziców. Podobny stosunek do obrazów religijnych jest współcześnie ciągle żywy, również w naszej kulturze. Równolegle jednak z tworzeniem takich obrazów rozwijała się praktyka artystyczna, która pozwalała na traktowanie warstwy religijnej jedynie jako kontekstu kulturowego. Tym samym zmieniała się rola nagiego ciała, które mogło stać się przedmiotem kontemplacji estetycznej czy erotycznej. „Adam i Ewa” Lucasa Cranacha są świetnym przykładem takiego właśnie przekształcenia obrazu religijnego w akt estetyczny. Kompozycja dyptyku jest idealnie harmonijna i symetryczna, ciała zyskują walor gładkości i nieprzenikalności, tak charakterystyczny dla aktu estetycznego. Wzrok oglądającego ześlizguje się po nich, a myśl swobodnie dryfuje w stronę erotycznych wyobrażeń i prywatnych fantazji, oddalając się nie tylko od biblijnej historii, ale również od samego obrazu. Akt estetyczny zakłada dystansowanie się od niepenetrowalnej płaszczyzny obrazu, z której nic się nie wyłania, nic nie przykuwa uwagi, nic nie rani. Byłby to zatem obraz pozbawiony barthesowskiego punctum. W przeciwieństwie do niego akt polityczny dysponowałby co najmniej jednym takim miejscem, takim punktem czy momentem, który znosiłby dystans, który poprzez nagość zmuszałby odbiorcę do krytycznej aktywności, do włączenia się w grę rzeczywistości i obrazu na warunkach narzuconych przez twórcę. Taką grę prowadzi chociażby Hans Baldung Grien. Na jego obrazie ponad poziomem religijnych odniesień czy estetyczno-erotycznych wyobrażeń ukazane są głęboko niejednoznaczne, w swej istocie polityczne relacje między Adamem i Ewą. Barwny kontrast ich przytulonych, bliskich sobie ciał, złożoność gestów, wyrazistość spojrzeń, sposób, w jaki Ewa trzyma drzewo, wokół którego okręca się wąż, wszystko to dynamizuje przestrzeń obrazu, czyni go bardziej złożonym percepcyjnie, w miejsce waloru gładkości wprowadzając walor różnicy i napięcia. Polityczność zasadzałaby się tutaj przede wszystkim na obrazoburczej niemal interpretacji kontekstu biblijnego; jeśli Adam i Ewa nie skosztowali jeszcze zakazanego owocu, to ich akcentowana odmienność płciowa i jednoczesna zażyłość seksualna są niezgodne z tekstem Biblii, jeśli zaś obydwoje już zgrzeszyli, to ich beztroska pożądliwość, swoboda i otwartość ich nagich ciał są z religijnego punktu widzenia bluźnierstwem.
Podobnych przykładów na obecność kategorii aktu estetycznego i aktu politycznego można w historii sztuk plastycznych znaleźć bardzo wiele. O akcie estetycznym możemy mówić zawsze wtedy, gdy nagie ciało interpretowane w procesie eliminacji, puryfikacji i harmonizacji staje się pozbawioną otworów, szczelin i pęknięć powierzchnią odsyłającą do wyobrażeń erotycznych. Gdy rygor formalny i kontekstowy powoduje wyznaczanie granic i ram, w których zamyka się transparentny obraz. Gdy spójność i gładkość wykluczają dynamizm i zmianę. Natomiast akt polityczny zakłada przede wszystkim częściowe zastąpienie kontemplacji i stymulacji estetyczno-erotycznej przez kontemplację i stymulację intelektualną, naturalnie nie eliminując tej pierwszej całkowicie. Szczególnie istotna staje się polityka znoszenia granic, akcentowania zmian, przekroczeń i mutacji. Polityka formalnej i dyskursywnej niespójności, chaosu i dynamiki. Tak upolitycznione ciało indywidualizuje się, otwiera, zyskuje zdolność atakowania swoją fizycznością i seksualnością. W obrazach malarskich i fotograficznych, w rzeźbie przejście od aktu estetycznego do politycznego dokonuje się głównie dzięki dynamizowaniu przedstawień, dzięki czynieniu ich bardziej wielowymiarowymi, skomplikowanymi i „szorstkimi”. Mnie jednak interesuje zwłaszcza to, w jaki sposób obraz ciała zyskuje swój wymiar polityczny w sztukach narracyjnych, w filmie i w literaturze.
Dla filmu, podobnie zresztą jak dla fotografii, reprodukowanie nagiego ciała stanowiło immanentną niemal pokusę. Początki fotografii i filmu obfitują zatem w obrazy o charakterze erotycznym, które uznaje się za fundamentalne dla dalszego rozwoju pornografii. Iluzoryczna świadomość, że oto możemy wreszcie obcować z obrazem, na którym przedstawiono to, co faktycznie było, czyli również ciało takim, jakie było, musiała być dla pierwszych widzów niemal oszołamiająca. Nie zajmuje mnie jednak, z pewnością interesująca kwestia związku przedstawień pornograficznych z kategorią aktu estetycznego i politycznego. Z mojego punktu widzenia szczególnie ważna jest kwestia obrazu nagiego ciała w artystycznym filmie fabularnym, do którego akt wkroczył stosunkowo wcześnie. Ciekawe, że można tutaj dostrzec pewne analogie z malarstwem. „Męczeństwo Joanny d’Arc” Dreyera jest przykładem na funkcjonowanie aktu w dziele „religijnym”. Nagie ciało staje się tutaj przede wszystkim ciałem świętym, symbolizuje niewinność i czystość dręczonej i spalonej na stosie ofiary. Obrazy pełne ekspresji mają charakter wyjątkowo emocjonalny, nie dopuszczają interpretacji estetyczno-erotycznej, intelektualną zaś czynią niewystarczającą. Stosunkowo najbardziej rozpowszechnioną formą, w jakiej ciało uobecnia się w obrazie filmowym, jest akt estetyczny. Odpowiednie zneutralizowanie, dosłowne niemal wykastrowanie nagości, oderwanie jej od seksualnego, agresywnego wymiaru cielesności, uczynienie zeń przedmiotu estetycznego zachwytu sprawiło, że akt bez trudu i bez ingerencji cenzorskich mógł „ozdabiać” dzieła filmowe. Akt estetyczny w filmie był doskonałą odpowiedzią na społecznie uregulowane, bezpiecznie skanalizowane zapotrzebowanie na erotykę. Nic więc dziwnego, że najpopularniejsi „dawcy” ekranowych ciał stawali się szybko trwałymi ikonami, aktami estetycznymi w czystej postaci. Najdoskonalszym z nich była Brigitte Bardot.
Ciało Brigitte Bardot, być może w większym nawet stopniu niż filmy, w których zagrała, zainspirowało przemiany we francuskim kinie. Roger Vadim w filmie „I Bóg stworzył kobietę” z 1956 roku oddał ciało swojej żony widzom w formie gotowego aktu estetycznego. W tej samej formie przetrwało ono długie lata, odradzając się w kolejnych obrazach filmowych, a przede wszystkim w świadomości społecznej. Gdy Jean-Luc Godard przystępował do realizacji najdroższego spośród swoich filmów, „Pogardy” według powieści Alberto Moravii, planował początkowo obsadzić w roli głównej Kim Novak, która w jego odczuciu doskonale pasowała do typu kobiecości reprezentowanego przez powieściową bohaterkę. Jednak producent filmu namówił Godarda, by zaangażował Bardot do roli Camille. To właśnie jej udział w filmie w przeważającej mierze zdecydował o ostatecznym sukcesie kasowym, choć jak sama zainteresowana przyznawała w późniejszych wywiadach, nie mogła pojąć, dlaczego tak niezrozumiały film mógł spodobać się widzom. Bardot podczas pracy na planie najczęściej miała dość blade pojęcie o tym, czego oczekuje od niej Godard i jednocześnie była jedną osobą w całej ekipie, na którą reżyser nigdy nie podnosił głosu i którą zawsze traktował nadzwyczaj łagodnie. Godard nie zamierzał początkowo ukazywać na ekranie nagiego ciała Brigitte Bardot, dopiero po zmontowaniu całego filmu ponownie wkroczył producent, który domagał się dogrania i wmontowania „nagich scen”. Ostatecznie reżyser przystał na tę propozycję, jednak efekt, który udało mu się osiągnąć przekracza ten, założony przez producenta.
Nagie ciało Bardot pojawia się na ekranie parokrotnie, w kilku krótkich scenach spełnia funkcję czysto estetyzującą, choć jego obecność zawsze umotywowana jest rozwojem akcji. Jednak dwie dłuższe sekwencje stanowią odrębne niemal całości w obrębie filmu, wyróżnia je przede wszystkim szczególna polityka aktu zastosowana przez Godarda. Pierwsza z nich następuje po scenie otwierającej „Pogardę”, która dla zrozumienia całości ma znaczenie kluczowe, jednak zdecydowanie mniejsze dla konstrukcji postaci oraz roli aktu w filmie. Interesująca mnie scena sfilmowana jest w jednym, niezwykle statycznym ujęciu. Chwilami widz odnosi mylne wrażenie, że kamera jest całkowicie nieruchoma i nie poddaje się rytmowi dialogu dwóch postaci, jak okazuje się później pary głównych bohaterów. W trakcie całej sceny na pierwszym planie widzimy w półzbliżeniu postać kobiety, mężczyzna niezmiennie pozostaje w cieniu i w oddaleniu. Liczy się jej wygląd, jej ciało i jej głos. Pierwsze słowa, jakie słyszymy to: „Nie wiem”. Wypowiada je Brigitte Bardot, która następnie zaczyna zadawać pytania, akcentując w nich i wyodrębniając kolejne części swojego ciała: „Widzisz moje stopy? Podobają ci się? A moje kostki? Kolana też? A uda? Widzisz moją pupę? Mam ładne pośladki? Chcesz, żebym uklękła? Wolisz moje piersi czy sutki?”; i dalej w podobnym tonie. Jej partner odpowiada jedynie półsłówkami, wyrażając swój zachwyt i miłość. Scenę rytmizują właściwie tylko dwa zabiegi filmowe. W momencie, gdy Bardot przechodzi do pytań o ramiona i ręce, kamera wykonuje spokojną panoramę po linii jej pleców, pośladków i ud, po czym w tym samym rytmie powraca tym razem do zbliżenia na twarz dokładnie w chwili, gdy o twarzy właśnie jest mowa. Dodatkowo scena podzielona jest na trzy fragmenty dzięki prostemu, ale niezwykle znaczącemu zabiegowi zmiany oświetlenia. Początkowo ciało spowija mroczne, brunatne światło, które w monecie, gdy kamera rusza, zmienia się radykalnie na ostre, żółte, całkowicie odsłaniające, by podczas zbliżenia na twarz zyskać barwę intensywnie błękitną, melancholijną.
Jaki sens może mieć ta scena i dlaczego skłonna jestem uznać ją za doskonale skonstruowany akt polityczny? Godard świadomie gra tutaj z formalnymi sposobami posługiwania się ciałem, konkretnie ciałem Brigitte Bardot w czasoprzestrzeni filmu. Widz, który nic jeszcze nie wie na temat właściwej akcji fabularnej filmu, zmuszony jest do kontemplowania ciała Bardot, nie zaś ciała granej przez nią bohaterki. Bohaterka jeszcze nie istnieje, natomiast Bardot istnieje już od dawna poprzez wszystkie swoje poprzednie role. Godard wprowadza do swojego filmu obcy element, gotowy akt estetyczny, jakim stała się w świadomości widza nagość Bardot. Potęguje ten efekt pozwalając Bardot na opisywanie własnego ciała, jednocześnie jednak dokonuje na nim brutalnych cięć. Nie widzimy pełnego aktu, kontrastowość elementów, które są nam pokazywane, zostaje podkreślona radykalną, sztuczną zmianą oświetlenia, zaś to, co słyszymy dodatkowo fragmentaryzuje oglądane ciało. Formalna sztuczność tej sceny (sceny, która ma w sobie jednocześnie ogromny ładunek liryzmu, zrozumiały dopiero z perspektywy całego filmu) wyrażać może sztuczność, jaką była konieczność wmontowania w gotowy film scen z nagą Brigitte Bardot, ale jednocześnie sztuczność konstrukcji, jaką stała się sama Bardot przetworzona w akt estetyczny. Wzięcie w nawias owej konstrukcji, rozbicie jej, polemizowanie z nią sprawia, że mamy to do czynienia z aktem politycznym, zmuszającym widza do odrzucenia, z pozoru naturalnej w kontekście ciała B.B. perspektywy estetyczno-erotycznej na rzecz wysiłku intelektualnego.
Druga scena, która została wyraźnie wyodrębniona ze struktury filmu, a jednocześnie zbudowana jest wokół aktu Bardot, pojawia się w momencie przełomowym dla narastania kryzysu relacji między głównymi bohaterami. Do tej chwili widz zdążył już zaakceptować w Bardot graną przez nią bohaterkę, Camille, mimo że Godard w tak charakterystyczny dla siebie sposób wielokrotnie już zmieniał i gubił pewne tropy fabularne. Postać w filmach Godarda nigdy nie jest spójna, psychologicznie jednorodna, zawsze ma w sobie nie tylko potencjał, ale wręcz żywioł zmian, jest dynamiczna i nieprzewidywalna. Reaguje zgodnie z wymogami rzeczywistości lub całkowicie wbrew niej, niezależnie od filmowej logiki. Podobnie konstruowana jest postać grana przez Bardot w filmie „Pogarda”, tym niemniej jednak zyskuje ona stopniowo aktywną, realizowalną jedynie w czasoprzestrzeni tego właśnie filmu tożsamość. Godard jednak decyduje się na kolejne jej zdekonstruowanie i w tym właśnie celu posługuje się po raz drugi narzuconym mu z zewnątrz aktem estetycznym.
Scena zmontowana jest dynamicznie i ma wyraźnie klamrową konstrukcję: otwiera ją i zamyka ta sama sekwencja krótkich ujęć ilustrowanych powtarzającymi się z offu zdaniami wypowiadanymi przez głównych bohaterów. Cała sekwencja stanowi najkrótsze chyba z możliwych streszczenie fabuły filmu wraz z elementami w samym filmie nieopowiedzianymi. Widzimy, jak Camille i Paul poznali się, jak rozwijał się ich związek, jak aktualnie się rozpada i jak w przyszłości się zakończy. Te krótkie ujęcia, z których większość pojawiła się wcześniej lub pojawi się później w filmie przetykane są statycznymi ujęciami nagiego ciała Camille / Bardot. Obrazy te są niemal abstrakcyjne; na białym, czerwonym lub granatowym tle widać fragmenty ciała, którego ułożenie jest powtórzeniem znanych już skądinąd całościowych przedstawień. Korpus leżącej na brzuchu kobiety, która rytmicznie porusza zgiętą w kolanie nogą, odnajdujemy wraz z głową należącą do Bardot w filmie „I Bóg stworzył kobietę”. Fragment, na którym widzimy pośladki i rozsunięte kobiece uda, to precyzyjne przeniesienie elementu kompozycji ciała z obu „Odalisek” Bouchera. Te wszystkie dystansujące zabiegi sprawiają, że nagie ciało, które widzimy na ekranie odrywa się od postaci głównej bohaterki, zaś na kolejnym poziomie również od znanego i wykorzystanego już wcześniej aktu Bardot. Tym razem Godrad poddaje dynamicznej krytyce nie tylko społecznie i estetycznie funkcjonującą nagość, nie tylko erotyczną ikonę kina, ale przede wszystkim teorię aktu estetycznego jako takiego. Wskazuje na jego intelektualną niewystarczalność, na powtarzalność motywów i schematów, na formalne uproszczenia, do których musi prowadzić. Jednocześnie sugeruje nowe, polityczne właśnie sposoby wykorzystania ciała w konstrukcji postaci w obrazie filmowym.
Główne założenia teorii aktu politycznego dają się również przełożyć na grunt literatury, choć oczywiście w przeciwieństwie do sztuk (audio)wizualnych struktury obrazowe, w tym również obrazy ciała, konstruowane są tutaj z odmiennych elementów. Słowo z samej swej istoty wydaje się bardziej dynamiczne czy wręcz polityczne, ma większy potencjał intelektualny niż obraz wizualny. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że estetyczne w moim rozumieniu byłoby w literaturze to, co opiera się na gotowych strukturach i schematach językowych, natomiast – polityczne – to, co owe struktury i schematy rozbija, deformuje i zestawia w całkiem nowy sposób. Podobnie jak w przypadku sztuk wizualnych, także tutaj wymiar polityczny absolutnie nie zakłada zniesienia wymiaru estetycznego, powoduje raczej pewne przedefiniowanie pojęcia „estetyczny”, nadaje mu bardziej złożone znaczenie. Jeśli zatem chcemy dostrzec polityczność literatury nie w jej zaangażowaniu w aktualne problemy (publicystyka), ale przede wszystkim w pasji dekonstruowania i rekonstruowania, w wieloznacznym stosunku do rzeczywistości i do języka, którym rzeczywistość jest opisywana, okazuje się, że każda „dobra” literatura jest polityczna. Obrazy plastyczne, w których znaczenie ma jedynie walor estetyczny, mogą sprawiać prawdziwą przyjemność. Wracając do przykładów, którymi wcześniej się posłużyłam, łatwo stwierdzić, że nie ma żadnych kryteriów, które pozwoliłyby uznać obraz Baldunga za piękniejszy od obrazu Cranacha lub odwrotnie. Walor doskonałego, harmonijnego piękna może być w sztukach plastycznych absolutnie satysfakcjonujący. Jednak już w przypadku filmu dostrzegamy niewystarczalność kategorii estetycznych. Ma to niewątpliwie związek z narracyjnością, która w filmie, podobnie jak w literaturze, zakłada dynamizowanie i dywersyfikowanie środków obrazowych.
Z pewnością udałoby się znaleźć przykłady filmów czy tekstów literackich, które będąc konstrukcjami jedynie estetycznymi, miałyby jednocześnie swój finezyjny, często nawet dość złożony urok. Jeśli jednak skoncentrujemy się jedynie na interesującym mnie problemie obrazu nagiego ciała w filmie i w literaturze, o podobnie urzekające i przekonywujące przykłady będzie już o wiele trudniej. Akt estetyczny w sztukach narracyjnych nieuchronnie bowiem upraszcza, sterylizuje i wygładza nagie ciało, wyrywając je z rzeczywistości i czyniąc jedynie pewnym symbolem czy ikoną. Można więc powiedzieć, że jeśli ciało ma w literaturze w ogóle funkcjonować, to jedynie jako akt polityczny.
Proza i dramaty Elfriede Jelinek są polityczne już w samym założeniu, mnie jednak interesuje przede wszystkim sposób, w jaki politycznym czyni autorka ciało w tekście literackim. Posłużę się przykładami z ostatniej, wydanej po polsku powieści „Wykluczeni”, choć mam wrażenie, że większość moich uwag ma sens również w odniesieniu do innych utworów Jelinek.
„Dywan tworzy rozległą, miękką perską powierzchnię, Sophie jest jak coś, w co trzeba wejść, ale nie wiadomo jak, ponieważ nie ma się czego chwycić. Czy powinno ją się jebać w usta, a język zetrzeć na miazgę, żeby nie wydawała z siebie niczego, co mimochodem rani, czy raczej zrobić to od dołu, co jest dość trudne, ponieważ nikogo nie dopuszcza nawet w pobliże wejścia. Spada się. Ale czym jest to spadanie w porównaniu ze społecznym ześlizgnięciem się! Mniejszym złem. Może jednak wiązać się z tym przyczynowo”.
Jedna z czterech głównych bohaterek powieści, Sophie, konstruowana jest z pełną świadomością tego, czym w tradycji sztuk plastycznych jest akt estetyczny. Jelinek nieustannie podkreśla niepenetrowalność jej ciała, nieskazitelność jej nagości; „Sophie emanuje taką gładkością, by móc wmieszać się między ludzi”, czytamy w innym miejscu. Sophie jest traktowana przez Jelinek w sposób dość zbliżony do tego, w jaki potraktował Godard Brigitte Bardot w „Pogardzie”. To, co w jej ciele estetyczne, nazwane zostaje wprost sztucznym, wynaturzonym, a przede wszystkim intelektualnie jałowym. Sophie jest jedynie skórą opiętą na pustce, pozbawiona zmysłów, niemal pozbawiona organów wydaje się dryfować, unosić w rzeczywistości, nie wchodząc z nią w żaden kontakt. Nagość jej ciała jest jedynie formą bez treści, co budzi nieodparte pragnienia przebicia tej powierzchni, zgwałcenia, wprowadzenia w nią przemocą jakiegokolwiek sensu. Pragnienie sprofanowania, przetworzenia czy rozbicia doskonałego aktu estetycznego zmienia go tym samym w akt polityczny.
Zawieszanie relacji z rzeczywistością, gubienie ich i odnajdywanie, zatracanie się w rzeczywistości, bierne trwanie w niej i aktywne, brutalne, definitywne przekształcanie jej jest tym, co w „Wykluczonych” konstruuje kolejne postaci. Każda z nich zanurzona jest w rzeczywistości, a swoją cielesność odczuwa jako granicę między tym, co wewnętrzne a tym, co zewnętrzne. Hans ma wrażenie, że panuje nad zewnętrznością, natomiast brak mu świadomości własnego wnętrza, co próbuje skrzętnie ukryć umacniając swoje granice, czyli modyfikując powierzchnię ciała. Jednocześnie nastawiony jest na intensywne penetrowanie rzeczywistości, która wraz z zaludniającymi ją ciałami wydaje mu się w całości poddana jego sile. Anna bezpiecznie czuje się jedynie w rzeczywistości dźwięków, w muzyce klasycznej. To, co materialne zarówno w jej własnym ciele, jak i w otaczającym ją świecie, odczuwa jako wrogie i napastliwe. Ma nieustanne wrażenie, że to, co w nią wnika, przebija ją na wylot, że niczemu nie potrafi stawić oporu, że jej ciało nie stanowi wystarczającej ochrony przed rzeczywistością. Dręczą ją sprzeczne pragnienia; z jednej strony chce odizolować się od zewnętrza (często przestaje się odzywać, całkowicie zawiesza komunikację), z drugiej zaś ostatecznie się poddać, zatracić tę słabą namiastkę cielesności, która przed niczym nie chroni (zmusza się do zwracania wszystkiego, co zje i z premedytacją ulega seksualnym penetracjom). Reiner postrzega rzeczywistość i samego siebie jako konstrukcje dyskursywne. Jest tym, który mówi, opisuje, wytwarza sensy całkowicie nieprzystające do rzeczywistości. Fizyczność w znanych mu przejawach napawa go obrzydzeniem, jednocześnie jednak pragnie duchowych uniesień i erotycznych zespoleń, które pozwoliłyby mu zrozumieć piękno cielesności. Nie mogąc spełnić swoich pragnień, zgłębić istoty ciała, decyduje się na dekonstrukcję radykalną: nożem szlachtuje swoją rodzinę, której zwłoki ćwiartuje później siekierą. Ostatecznie on, który nigdy nie zamierzał ulegać rzeczywistości, oddaje się jej w całkowite władanie, poznawszy wcześniej anatomię nagiego ciała.
Polityczność cielesności w powieści Jelinek jest zatem nierozerwalnie związana z politycznością rzeczywistości. Znajduje to wyraz w strukturach językowych. Można powiedzieć, że język Jelinek jest skrajnie, ekstatycznie polifoniczny. Nie tylko każda postać, ma swój głos, każde ciało swój gest, ale również każdy materialny element rzeczywistości ma swoją czynność. Jelinek nie różnicuje ani emocjonalnie ani językowo między działaniami czy słowami bohaterów, a aktywnością samej rzeczywistości. Tekst nie sygnalizuje dialogowości czy monologowości, nie separuje opisu tego, co zewnętrzne, od charakterystyk zarówno fizycznych, jak i psychicznych głównych bohaterów. Dzięki takiej praktyce pisarskiej świat wykreowany w powieści jest absolutnie spójny, nieprzenikniony, a jednocześnie pogrążony w nieustannym, chaotycznym ruchu, czy raczej w niepoliczalnych mikroruchach. Wraz z rzeczywistością drżą również ciała bohaterów, są nietrwałe, dynamiczne, na przemian otwierają się i zamykają, walczą i ulegają, rosną w siłę i poddają się autodestrukcji. Granica ciała przestaje być trwała, gładka i nieprzenikniona, jak ma to miejsce w przypadku aktu estetycznego. Można odnieść wrażenie, że Jelinek nie tylko otwiera i penetruje zakazane w akcie estetycznym otwory ciała, ale również wnika w nie na poziomie komórkowym. To co wewnętrzne nieustannie miesza się z tym, co zewnętrzne, a nagie ciało jest terenem, na którym dochodzi do najgwałtowniejszych przemian. Charakter i dynamika tych przemian czynią z obrazu ciała akt polityczny.