"I na co on czeka, proszę państwa?..."

O prędkości, mobilności i bezruchu w piłce nożnej
Dodano 22.06.2006 
 

Być może szybkość nie jest esencją świata. Skoro można zwątpić w realność ruchu i zmiany, tym bardziej da się zakwestionować szybkość, z jaką zdają się zachodzić. A jednak trudno odmówić im znaczenia w szeroko rozumianej dziedzinie gier. Ranga ta nie wyklucza przecież racji sceptycyzmu. Czyż zresztą nie potwierdza on własnej słuszności właśnie i najsilniej wówczas, gdy przyjmuje postawę wyrozumiałą, z uśmiechem witając wszelkie wyjątki? Mógłby zatem i w tym wypadku pozwolić sobie na pobłażliwość. Gra – nieważne, krwawa czy beztroska, dyplomatyczna, miłosna, podwórkowa – zawiera w sobie dostatecznie wiele niepowagi, aby dopuszczać nawet takie kurioza jak zmienność i tempo. Niewykluczone przy tym, że jest to przypadłość typowo ludzka; czy człowieczeństwo definiująca, nie ma potrzeby chyba rozstrzygać – na tyle jednak częsta, by tłumaczyć naszą skłonność do ułudy i błędu. W   tym świecie warto co nieco wiedzieć o szybkości.

<>

Widowisko

Jedną z wielkich zalet futbolu – zwłaszcza w sytuacji, gdy przedmiotem badań mają się stać fenomeny tak wątpliwe jak zmiana i szybkość – jest jego widowiskowość. Zaletę należy tu potraktować dosłownie, tzn. jako fundamentalną cechę. Boisko w czasie meczu przede wszystkim widać. Rzecz jasna, nie wszyscy widzą równie dobrze, nie wszystko naraz (i tak np. dla widzów przekaz telewizyjny dawny teatr zmienia w swego rodzaju film). Ale ta nieuchronna fragmentaryzacja potwierdza raczej wyjściową i zasadniczą widzialność – murawy, zawodników, piłki, wreszcie samego przebiegu spotkania. Nic nie wydaje się równie proste, jednorodne, a przez to sprawiedliwe, jak piłkarskie boisko. Wszystko jest tu na ludzką miarę: wielkości odpowiadają spojrzeniu, reguły – najpierwszym odruchom serca.

Naiwność utwierdza się dodatkowo, odnajdując własne wersje tradycyjnie doniosłych opozycji (czy nie stawia zresztą tym samym pod znakiem zapytania ich domniemanej powagi, rzekomo szlachetnego pochodzenia?). Oto na chwilę przed wejściem piłkarzy, także w momentach wznowień, tuż przed gwizdkiem sędziego w warunkach poniekąd laboratoryjnych (te zapewnia właśnie sytuacja gry) stajemy wobec problemu materii i przestrzeni, ich natury i wzajemnych relacji. Nawet naiwnemu spojrzeniu nie umknie przecież fundamentalna różnica między przestrzenią, na której się gra, oraz przestrzenią  samej gry, między murawą i zawodnikami, czystą rozciągłością i kolejnymi posunięciami. Już w punkcie wyjścia mamy dwa rodzaje wielości – wielość jednorodnych miejsc-punktów i mnogość zróżnicowanych ruchów.

Jeśli naiwne spojrzenie – dostrzegając, rzecz jasna, tę dwoistość – nie ujmuje jej aż tak abstrakcyjnie, to dlatego, że cały czas widzi przed sobą boisko  do gry, tzn. patrzy namiętnie. Tylko ktoś ślepy, czyli kompletnie niewrażliwy („22 facetów biega za piłką!”), może potraktować murawę jako przestrzeń jednorodną, różnicowaną dopiero wtórnie i jedynie na 90 minut. Od początku mamy do czynienia z przestrzenią zadań i celów, wyróżnionych miejsc i z góry określonych hierarchii, przestrzenią, w której istnieją punkty zapalne, punkty ściśle przewidywalnych zagęszczeń. Krótko mówiąc: piłka jest jedna a bramki są dwie, czyli nie ma mowy o dowolności. Środek pola, piąty albo szesnasty metr, „jedenastka”, pole karne, skrzydło... – jeśli spojrzenie widza jest namiętne, to dlatego, że sama przestrzeń jest już „afektywna” i znacząca. Z tego samego powodu jest też sformalizowana. Obrona – pomoc – atak: funkcje albo formacje odpowiadają gorącej materii murawy.

Również materia piłkarskich umiejętności i zagrań, pojawiająca się wraz z zawodnikami, nie jest obojętna na tę pierwotną afektywność boiska. Przeciwnie, zawodnicy strategicznie – tzn. uwzględniając zróżnicowanie – ją obsadzają. Każde przyjęcie, drybling, podanie oznacza już zajęcie określonej pozycji i o tyle ją wyraża. Dzięki temu zawodnik odgrywa w danej chwili rolę obrońcy lub pomocnika.

Naiwnym spojrzeniem zaangażowanego widza rządzi więc szkolny schemat, pozbawiony jakiejkolwiek abstrakcji. Zamiast przestrzeni i wypełniającej ją materii mamy dwa rodzaje materii: uprzednio zróżnico­waną murawę jako treść oraz obsadzających ją zależnie od tego zróżnicowania graczy, ich grę jako wyraz. Każdemu rodzajowi materii odpowiada jakaś forma: obszary boiska wyznaczają formacje, gra – role.

<!> <>

<> <>

treść

wyraz

materia

zróżnicowana przestrzeń boiska (pozycje)

gra

 (zagranie jako zajmowanie pozycji)

forma

funkcje albo formacje

(obrona, pomoc...)

rola

(obrońca, pomocnik...)

<> <>

<> <>

Najbardziej charakterystyczną cechą gry jako widowiska, w którym wszystko da się zobaczyć, jest bezpośrednio z tym związana  odrębność poszczególnych elementów schematu. Ani wyraz nie jest ściśle, tzn. w określony sposób związany z treścią, ani materia nie posiada raz na zawsze tej samej formy. W tym sensie to właśnie widowiskowość odpowiada za wszelkie przemiany w futbolu. Być może pewnego typu zmienność w ogóle jest możliwa tylko w obrębie gier.

Prędkość

Czasem następuje swoista redukcja formy. Funkcje materializują się na określonych pozycjach a od zawodników wymaga się określonego zestawu zagrań. Obrona przebiega raczej tu niż gdzie indziej, raczej tak a nie inaczej. Absolutna determinacja? Bynajmniej. Zarazem bowiem zachodzi ciekawa i złożona relacja między treścią i wyrazem.

Z jednej strony murawa zdaje się osiągać całkowity prymat. O ile pozycje definiują funkcje, o tyle gracze winni podporządkować się wymogom zajmowanych miejsc. Zawodnik „zlewa” się z pozycją, obrońca z obroną. Istnieje oczywiście hierarchia miejsc (boisko to zawsze przestrzeń „oznaczona”), ale każde – jako wyraźnie i we właściwy sobie sposób „sfunkcjonalizowane” (redukcja formy do materii pozycji oznacza zatem jednoczesną funkcjonalizację miejsc) – zachowuje względną autonomię. Całe zadanie polega teraz na umiejętnym zachowaniu tejże niezależności, grze „na pozycji”. Na pozór chodzi tu o radykalny schematyzm.

Jednak piłka, skórzany kawałek materii, rozbija każdy schemat. Piłka to przede wszystkim narzędzie gry, to z nią i dzięki niej zawodnik zajmuje pozycję. Ale dlatego też, tzn. jako suwerenne narzędzie piłka stanowi zasadnicze utrudnienie. Jest elementem anarchicznym i anarchizującym. Piłkę trzeba  opanować.

Co zrobić z piłką – to zawsze aktualne pytanie nie tylko utrzymuje dystans między treścią i wyrazem, rozpaloną murawą i toczącym się pojedynkiem, ale odwraca początkową hierarchię, przywraca rzeczywisty porządek (jest to zresztą tradycyjna funkcja każdego środka, sama istota narzędzia). Liczy się nie tyle abstrakcyjna treść pozycji, co konkretne zagranie. Sens obrony wychodzi na jaw wyłącznie w grze obrońcy. Piłka – odpowiedzialna za ów prymat wyrazu – staje się tym samym narzędziem kunsztu. Nieprzekraczalny dystans między zagraniem i pozycją otwiera zarazem nieskończoną w swym bogactwie przestrzeń postępu i artyzmu. Tutaj też znajdują swoje źródło liczne  style gry. Co tak naprawdę znaczy atak, wiemy dzięki najlepszemu napastnikowi. Jednocześnie jednak tych najlepszych zawsze jest przynajmniej kilku (atak jako gra głową albo drybling, dośrodkowanie albo rajd po skrzydle...).

W takiej sytuacji – a jest to, z grubsza rzecz biorąc, wyjściowa sytuacja futbolu, w dużym przybliżeniu: sytuacja futbolu tradycyjnego – wszystko jest kwestią prędkości, z jaką pokonuje się opór wszechobecnej materii. Afektywna materia pozycji, cielesna materia umiejętności, wreszcie anarchiczna materia piłki tworzą razem niesamowite zagęszczenie. Wrażenie ociężałości, jakie robi na nas – mimo niewątpliwej i każdorazowo niepowtarzalnej maestrii – gra dawnych mistrzów, bierze się ze wspomnianej już redukcji formy. Rządzą inercja i siła ciążenia. Każde zagranie to jakby rozpoczynanie od zera. Pojedynki mają charakter lokalny, nawet długie podania świadczą o znalezieniu jakiejś luki między sąsiadującymi zwykle elementami. Mecz jest przede wszystkim walką z materią, przez którą należy się przebić albo którą należy ominąć. Najlepszych cechuje zwinność, szybkość i lekkość.

Maradona z piłką przy nodze.

Ruchliwość

Czasem futbol przyśpiesza. Silniejsze strzały, większa prędkość zawodników, więcej ruchu na boisku – czy przygotowanie szybkościowe, wyższy średni poziom wyszkolenia technicznego („gra się strasznie dziś wyrównała”) pozwalają wreszcie przezwyciężyć opór materii, przede wszystkim opór piłki-narzędzia?

Tradycyjnie w takich wypadkach przezwyciężenie polega na przemieszczeniu samego problemu. Opór nie zostaje pokonany (szybsze i doskonalsze zajmowanie pozycji), lecz zneutralizowany. Jeśli wcześniej redukcja formy prowadziła do złożonej gry treści i wyrazu (jako zarazem i po prostu gry piłką), teraz następuje swoista dematerializacja, oderwanie funkcji od pozycji, coś jakby „znieczulenie” murawy i jednoczesne jej uwolnienie. Owszem, pewne miejsca nadal są wyróżnione, nadal istnieją punkty zapalne, ale są one w mniejszym stopniu „sfunkcjonalizowane”. „Afekty” wędrują –obrona lub atak na całym boisku, defensywa jako część taktyki ofensywnej. Uwolnienie dotyczy również poszczególnych ról, których nie definiują już określone zestawy zagrań związanych z pozycją, lecz każdorazowo realizowana taktyka, ustalana zresztą i przeprowadzana błyskawicznie dzięki komunikacji między elementami w zależności od aktualnych możliwości (wyjścia z kontrą również dzięki dokładnym wyrzutom bramkarza, rola uwolnień spod opieki, gra na granicy spalonego, prostopadłe podania, przerywanie akcji i „faule taktyczne”...). Naturalną konsekwencją takiego stanu rzeczy, zarazem koniecznym jego warunkiem jest znaczna wymienność pozycji (w tradycyjnym rozumieniu tej formuły, czyli – mówiąc w naszej nomenklaturze – wymienność ról: atak przeprowadzany przez obrońcę,  asekuracja ze strony napastnika...).

Krótko mówiąc: komunikacja pozwala rozwiązać problem materii, ponieważ uwalnia od narzędzia. Futbol jako  gra bez piłki. Nie chodzi o to, „co zrobić z piłką”. Trzeba raczej ją  oddać, aby grać. Tylko w ten sposób osiąga się niesamowite szybkości. Bardziej zresztą niż ściśle pojęta prędkość liczy się mobilność, czyli przyśpieszenie. Zdecydowana gra ciałem, bliski kontakt z przeciwnikiem, pressing, w ogóle silny nacisk na defensywę – wszystko to w równym stopniu służy obronie jak możliwie szybkiemu uruchomieniu własnej drużyny. Odbierać i zagrywać. Nic tu nie zaczyna się od zera. Każde zagranie winno kontynuować i o tyle umożliwiać ciągłe krążenie piłki. Stąd ogromne znaczenie dokładnych podań i umiejętnego odbioru. Mobilność i przyśpieszenie to zdolność reakcji. W pewnym sensie sam kunszt już nie wystarcza – nie mniej istotne są forma i „przygotowanie” (zarówno kondycyjne, jak i mentalne).

Nietrudno zauważyć, że uwolnienie od materii boiska i pozycji, czyniące ze spotkania wielki spektakl komunikacji, nie oznacza bynajmniej nagłego odciążenia zawodników. Wprawdzie stają się oni teraz bardziej funkcjonalnymi elementami struktury, których zadanie sprowadza się do wiązania ze sobą pozostałych elementów (pozbyć się piłki to ustanowić połączenie), ale tak naprawdę to dopiero wymaga nieludzkiego wysiłku. Nieludzkiego, o ile wynikającego bezpośrednio z dematerializacji. Nic tak nie wyczerpuje jak pełnienie funkcji. Materię wystarczy możliwie prędko omijać. Natomiast konieczność przyśpieszenia (reaktywna ruchliwość jako ciągła gotowość) czyni z boiska raczej siłownię niż bieżnię (porównajmy nierzadko prostacki rozmach drużyn afrykańskich ze złożoną mobilnością europejskich maszynerii).

Z drugiej strony prymat komunikacji nie prowadzi wcale do nieskończonej liczby podań, coraz dłuższej i coraz szybszej gry w „dziada”. Reguła, iż komunikacja ściśle wiąże się z przyśpieszeniem a jedynie luźno z samą prędkością, daje o sobie znać choćby we wciąż rosnącym znaczeniu stałych fragmentów gry. Ustanawiać połączenie to w pierwszym rzędzie uruchamiać. Samych połączeń nie musi być wiele – muszą natomiast być dziwne i zaskakujące, wymagające najszybszej reakcji, maksymalnego przyśpieszenia, absolutnego związania (np. natychmiastowe długie przerzuty). Komunikacja krótka, lecz intensywna. Prawdziwe uwolnienie (od) murawy. Nedved jako pomocnik albo rozgrywający.

Bez wątpienia kunszt jako efekt rozdźwięku między treścią i wyrazem otwiera perspektywę nieskończonego postępu i różnicowania stylu. Z tego punktu widzenia zdematerializowany funkcjonalizm zapowiada generalne „wyrównanie poziomu”. A jednak jaka różnorodność! Istnieje wiele struktur: od skromnego, lecz dokładnego ataku pozycyjnego z przyśpieszeniem jedynie na końcu; przez wymiany gorączkowe i raptowne, pełne bezpośrednich starć z przeciwnikiem, łączące siłę i technikę (wykorzystanie mocnych fizycznie ofensywnych pomocników i napastników); aż po precyzyjne, starannie wyselekcjonowane podania wychodzące z najdziwniejszych konfiguracji i uruchamiające elementy na pozór nieruchome. „Wyrównanie” zachodzi więc niewątpliwie, ale na poziomie treści, tzn. jako prymat (każdorazowo wymaganej) funkcji i ogólnej zasady komunikacji.

Oczywiście nawet tak ograniczona, zdawałoby się, jednorodność prowadzi – zwłaszcza w przypadku drużyn łączących tradycyjną prędkość ze strukturalną mobilnością (pierwszą nadrabiając braki w drugiej i na odwrót) – do, owszem, nierzadko skutecznej, ale w sumie przewidywalnej i męczącej a czasem wręcz irytująco nużącej (zwykle tym bardziej, im szybsza i ruchliwsza gra) schematyczności (futbol azjatycki, ale również niektóre tzw. świetne drużyny, zawsze grające „ładnie”). Znieruchomienie jako doskonała ruchliwość.

Bezruch

Zauważmy najpierw, że tutaj dopiero otwiera się pole dla rzeczywistych badań nad futbolem, obszar właściwej pracy szkoleniowej i trenerskiej (do której niniejsze rozważania stanowić mogą co najwyżej czysto rozrywkowe wprowadzenie). Od analiz sposobów wiązania taktyk gry w jednej drużynie należałoby teraz przejść do teorii konfrontacji. Jak przebiega starcie prędkości i mobilności, kunsztu materii i sfunkcjonalizowanej struktury? A przecież zdarzają się kombinacje naprawdę intrygujące. Weźmy np. zespół, który nie ma zwyczaju grać bez piłki, ale też nie „przebija” się zanadto, zespół ani prędki, ani ruchliwy, o dużym współczynniku inercji i ociężałości, w niewielkim stopniu „ustrukturowany”, zespół w ścisłym sensie bezproblemowy, nie mający kłopotów z materią piłki, której zwykle nie posiada, a zarazem nie oddający jej, „aby grać”, jako że zwykle ją traci, zespół szkoleniowy par excellence, „czytelny” dzięki swej grze „na stojąco”, tak iż żaden ruch nie zakłóca relacji między treścią i wyrazem, materią i formą i wszystkie elementy – pozycje, funkcje, zagrania i role – istnieją niejako osobno. Niech na taki zespół w bezruchu natknie się drużyna mobilna i sfunkcjonalizowana. Dość szybko – najpóźniej pod koniec pierwszej połowy – drużyna taka zmuszona jest przejść na system bardziej tradycyjny. Następuje nieuchronna demobilizacja. Zamiast gry bez piłki mamy coraz więcej podań, piłkarze jak dzieci bawią się kawałkiem materii. Potwierdza się stara futbolowa prawda, iż gra się tak, jak przeciwnik pozwala.

Nie jest to oczywiście jedyny sposób wykraczania poza prędkość i mobilność, jedyna metoda zerwania z piłkarskim widowiskiem. Czasem wystarczy spowolnienie. Wprawdzie już zmiany tempa, rytmu gry wprowadzają pewien nieporządek, ale w istocie dokonuje się wówczas jedynie przejście między różnymi strukturami, które – jakkolwiek zazwyczaj bardzo skuteczne – oznacza tym większą mobilizację zawodników. Spowolnienie tymczasem rzeczywiście rozbija strukturę, naprawdę wstrzymuje komunikację. Nie chodzi przy tym o powrót do materii pozycji, o rekonfigurację, z jaką mamy do czynienia po interwencji sędziego lub bramkarza, kiedy przez moment każdy zawodnik zajmuje przeznaczone mu miejsce, potwierdzając w ten sposób chwilową władzę murawy. Piłkarz  spowalniający grę nie ginie w natłoku boiskowej materii. Nie wykonuje dryblingu („taniec z piłką”). Nie tyle bowiem prowadzi piłkę lub ją oddaje, co przede wszystkim ją przyjmuje. Rzecz jasna, przyjęcie wymaga znakomitej techniki, która – o ile tylko towarzyszy jej dobry „przegląd pola” – wręcz predestynuje do tworzenia coraz dziwniejszych, coraz bardziej funkcjonalnych połączeń. A jednak w momencie przyjęcia, o którym mowa – czasem obywającego się niemal bez dotknięcia piłki („taniec nad piłką”) –, elementy zostają uwolnione od określających je dotychczas pozycji i wiążących funkcji. Spowolnienie czyni z nich atomy jednorodnej materii wyrazu. Jednorodnej, o ile nieokreślonej. Nie ma mowy o rozsypce czy chaosie. Wkroczyliśmy bowiem w wymiar odpowiedniości, w którym wszystko odniesione jest do centrum spowolnienia. Cokolwiek się teraz zdarzy, będzie zagraniem przyjmującego. On sam zresztą stanowi nie tyle centrum wydarzeń, co punkt przemiany, operator całego procesu i natychmiast też staje się jego częścią i świadectwem. Trudno wówczas mówić o wykorzystanej szansie czy niepowodzeniu. Odpowiedniość jest relacją najrzadziej powstającą, najbardziej przypadkową, najmniej trwałą. Zawiązuje się zwykle poza widzialnym obszarem pozycji i funkcji, będąc wręcz synonimem niebezpieczeństwa. Zidane jako element sytuacji.

Szybkość, fenomen ulotny i zagadkowy, słusznie budzi zastrzeżenia. Jeśli nie warto całkowicie się z nią rozstawać, to niekoniecznie w imię rozrywki, co zdaje się sugerować ograniczenie do dziedziny gier. Nietrudno dostrzec podobieństwa między futbolem a innymi dziedzinami kultury [zob. np. krótką i błyskotliwą Filozofię futbolu w niniejszej edycji OM]. Niezależnie od przyjętej optyki – historyczno-diachronicznej czy synchroniczno-strukturalnej – oba wyróżnione bieguny („pozycyjny” i „funkcjonalny”) dają się też wyodrębnić – albo jako etapy rozwoju, albo jako współistniejące aspekty – w polityce i technologii. Z jednej strony oderwanie i czysto zewnętrzne relacje elementów, mechaniczna organizacja materii, konieczność pokonania oporu, wszystko jest ingerencją, narażoną na inercję i zużycie (król wobec poddanych i własnej biurokracji, zasadniczy problem skuteczności zarządzeń, znaczenie predyspozycji osobistych, ścisłe określenie pozycji w urządzeniach mechanicznych, rola kunsztu i dokładności, podstawowy kłopot powiązań i przekładni, straty „na łączach”). Z drugiej strony sfunkcjonalizowana struktura oparta na idealnym zgraniu wszystkich części, „scalenie”, porządek „organiczny”, idealna reaktywność (dobrze działające państwo jako składowa szerszego pola walk i konfrontacji, doskonała sterowność, minimalny opór środowiska w przypadku urządzeń, „opływowość”, dokładność cyfrowego przekazu, elastyczność autonomicznego programowania). Problem piłkarskiej szybkości w przyjemny sposób wprowadza nas w ogólniejszą teorię gier.

<!> <!>