Szaban: Leczenie człowieka to długotrwały proces

Autor: 

Dodano 22.12.2009

„To może kupmy ten niebieski” potrafiła powiedzieć w sposób, który ją samą przerażał, kiedy czasami uświadamiała sobie niespodziewanie, jak to czasem bywa, brzmienie własnego głosu. W końcu wszystko się w niej uśredniało, ścierało na idealnie płaską powierzchnię, w której rzeczywistość odbijała się prawie nieodkształcona, jakiś taki wycinek, jeden metr na jeden, jestem metrem kwadratowym, myślała, czując całkowitą bezsilność i nie wiedząc, jak mogłaby temu zaradzić. A powinna być właściwie zadowolona. Miała wspaniałego męża. Była coraz bardziej zaradna (czego brak zawsze sobie wyrzucała). Kiedy wchodziła do banku, od razu wiedziała do którego stanowiska się skierować, u fryzjera potrafiła w sposób jasny i wyraźny opisać swoje oczekiwania, tak że coraz rzadziej zdarzało się, że końcowy efekt zaskakiwał ją i bawił, po prostu odnotowywała sprawne załatwienie sprawy, zrobienie w przewidzianym czasie tego, co sobie na dane popołudnie zaplanowała, patrząc zaś od strony fryzjera było to tylko dokładne wykonanie zamówionej przez nią usługi. Czuła się pewnie. Tak. Wchodząc do banku miała pewność, że zostanie niezwłocznie obsłużona. U fryzjera miała pewność, że zostanie przez niego zrozumiana bardzo dokładnie i nie strzeli mu do głowy zrobić jej czegoś, co mogłoby się kłócić… no właśnie, tak naprawdę, z czym? Z pracą lekarki w prywatnej klinice? Przecież i tak nie ogoliłaby się na łyso i nie pociachała żyletkami. A jednak było coś, co ją wstrzymywało, coś co odzywało się zawsze szybciej od niej samej, co zamykało jej usta i dyskretnie ograniczało… Jadąc samochodem, odsłuchując wiadomości w poczcie głosowej albo wybierając szafki kuchenne można było zdać się w pełni na to coś. Czuła się bezpiecznie. Była bezpiecznie ubrana, bezpiecznie uczesana, miała bezpieczny makijaż. Zachowywała się bezpiecznie. Nikogo nie drapała po twarzy. Pacjentom nie opowiadała wyssanych z palca andronów, dla hecy i zabawy. Nie robiła nic. Kiedyś przez dwie godziny siedziała na taborecie i wciąż zmieniała pantofle.

Czytaj dalej