Krótkie wprowadzenie do rzeczy, których wciąż nie nauczyliśmy się od Nietzschego

Dodano 13.12.2008

Nie ma faktów, są tylko interpretacje”. Choć tak znana, jest to jedna z tych rzeczy, których wciąż się od Nietzschego nie nauczyliśmy – a w każdym razie nie przyswoiliśmy jeszcze w pełni wszystkich jej konsekwencji.

Co to znaczy, że nie ma faktów, a tylko interpretacje? Znaczy to tyle samo, co „Bóg umarł”; te dwa najbardziej popularne cytaty z Nietzschego są pod ważnym względem synonimiczne: jeden odsyła do drugiego. Bo jedynie Bóg może być gwarantem prawdy obiektywnej. W naszych czasach jest to chyba nawet bardziej słuszne spostrzeżenie, niż w czasach Nietzschego, skoro nawet nauka przychyla się obecnie do tej tezy; w każdym razie skłania się do podejrzliwości wobec pojęcia prawdy obiektywnej. W istocie więc ostatnim okopem tejże pozostaje religia.

Jeśli wszystko, co wiemy o świecie, jest fikcją (interpretacją), to wszystko to jest prawdziwe – mówi Nietzsche. Wniosek z tego taki, że naszym zadaniem nie jest poszukiwanie prawdy. Prawdy jest wszędzie pełno; każdej prócz jednej: jedynej. Dana jest źródłowa wielość prawd; nadmiar, a nie brak; trzeba raczej przebierać wśród rozmaitych prawd niż poszukiwać; w rzeczy samej one nas nagabują: prawdy filozofów, prawdy mitów, prawdy nauki lub poetów. Prawda chrześcijańska, prawda dionizyjska. Prawda elitarna i egalitarna. Stadna lub indywidualna. Głupia prawda, tania prawda, pospolita – albo rzadka, trudna. Poczciwa i skandaliczna. Prawda mężczyzn o kobietach i kobiet o mężczyznach. Banalna i niebanalna. Prawda ludzka i prawda nadludzka. Itd. Każda z nich jest oczywiście pewną fikcją, interpretacją, zrozumieniem w ten a nie inny sposób. Zarazem – wyznaczeniem granic, postawieniem celów i określeniem dróg. Weźmy na przykład człowieka; człowieka jako takiego, jego granice, cele i drogi. Człowiek jako taki nie jest, rzecz jasna, faktem. Faktem jest, być może, ktoś poszczególny (choć i w to można wątpić), natomiast „człowiek” faktem nie jest. Czym jest zatem człowiek? Istnieje bardzo wiele odpowiedzi na to pytanie; każda z nich jest pewną interpretacją. Np. rozmaite filozofie. Znowu, można by wymieniać: jest człowiek zinterpretowany po chrześcijańsku, jest człowiek starożytny, człowiek oświecenia itd., jest też człowiek współczesny – mieszczanin. Itd.

W obliczu takiej sytuacji – nadmiaru różnych prawd o człowieku – możemy obrać dość typową strategię przeciętnego „relatywisty” tzn. otworzyć się na tę nieskończoną rozmaitość, zaakceptować wszystko, stać się wszystkożernym i szukać, co najwyżej, jakiegoś wspólnego wątku, wspólnej tym wszystkim ujęciom prawdy „uniwersalnej” itp. Próbować jakoś je uzgodnić – być może za cenę pewnych drobnych uproszczeń, redukcji i wykluczeń... – może wtedy dowiemy się przynajmniej jakiegoś „uniwersalnego minimum” o człowieku (np. „wszyscy ludzie dążą do szczęścia” albo „wszyscy są egoistami” albo „wszyscy są równi”...)

Jednak na przekór tej otwartości, której zwieńczenie jest jednak zwykle intelektualnie mizerne (bo co z tego, że „wszyscy dążą do szczęścia” – choć to prawda...) – można też podjąć próbę selekcji prawd. Słowo „selekcja” budzi oczywiście złe skojarzenia, z klubingiem lub z obozami koncen­tra­cyj­nymi; powiedzmy więc od razu, wbrew tym, którzy chcieliby Nietzschego ko­jarzyć czy to z klubingiem (czyli łatwym ekskluzywizmem, prostoduszną pochwałą „panów”) czy z obozami koncentracyjnymi (jak wiemy oba te niebezpieczeństwa zagrażają naszemu bohaterowi): nie chodzi o selekcję na zasadzie negacji, wykluczenia, zniszczenia (nawet w słynnej agresywności czy brutalności niektórych Nietzscheańskich tyrad zawsze kryje się element dystansu, drwiny, dobrodusznej złośliwości, ewentualnie egzaltacji...)

Być może najważniejsze, co Nietzsche próbuje osiągnąć, sprowadza się do odpowiedzi na pytanie, jak przebierać wśród prawd, jak być wybrednym w świecie relatywnym? Jak nie dać się przytłoczyć nadmiarowi interpretacji? Jak nie być głupim tam, gdzie nie sposób być mądrym, ale zarazem nie być tak naiwnym, by cokolwiek wykluczyć i dać się sprowadzić do „uniwersalnego minimum”? A więc – poszukujemy kryterium maksymalistycznego doboru inkluzywnego.

Widać stąd już, że trzeba odrzucić najprostszą odpowiedź: ta interpretacja jest lepsza, która jest bardziej prawdopodobna. Oznaczałoby to wszak uświęcenie tego, co przecież profanujemy, prawdy, tej „jedynej”. To w odniesieniu do tego zagadnienia należy rozważać Nietzscheańską krytykę „woli prawdy” (czyli pragnienia obiektywizmu) jako ostatniego wcielenia „kapłaństwa” i ideału ascetycznego. (por. „Z genealogii moralności”) Nie po to powiedzieliśmy, że prawda umarła, aby teraz znowu klękać przed nią mówiąc, że ta interpretacja jest lepsza, która bardziej prawdopodobna. Jeżeli może istnieć prawda ludzka i prawda nadludzka, to przecież tę drugą wybrać należy nie dlatego, że jest bardziej prawdziwa. Może z wręcz odwrotnych powodów: ponieważ zdaje się najmniej prawdopodobna, należy ją wybrać. Dlaczego?

Tu warto zastosować kategorię mocy. Otóż zawsze wygrywa interpretacja najmocniejsza. Należy bardzo ściśle rozumieć to sformułowanie! O porządku prawd/interpretacji decyduje ich moc w grze rzeczywistości. Która ze wszystkich prawd jest moją pierwszą, a która z nich ostatnią, jaką chciałbym uznać za swoją?

Samo pojęcie moc interpretacji ma wiele związanych z sobą sensów. Mocna interpretacja czyni rzecz (interpretowaną) ciekawą, może nawet ciekawszą niż „w rzeczywistości”.  Czyli – afirmuje ją (1). Przynosi więcej radości niż smutku (2). Wyraża rozwój i wzrost życia raczej niż stagnację i trwanie bądź regres lub karlenie (3). Rozwija ciało i umysł (4).

1. To, że mocniejsza jest ciekawsza interpretacja, oznacza prymat afirmacji. Może jest to jedyna rzecz, którą Nietzsche uważa za niewartą uzasadnienia, intuicyjnie wręcz jasną: że lepiej afirmować niż negować; nie umniejszać niczego, tylko powiększać, uwznioślać; nie odbierać niczemu sensu, co najwyżej nadawać go w nadmiarze – może się mylę, ale niechaj się mylę w wielkim stylu. To dlatego świat widziany z perspektywy filozofii Nietzschego jawi się nam tak bujny, intensywny, pulsujący, dynamiczny i fascynujący. Nietzsche nadaje światu jedyne w swoim rodzaju bogactwo sensu – a zarazem nie czerpie go z teologii tylko ze swojej specyficznej filantropii, miłości do człowieka.

Innym aspektem ciekawej interpretacji jest śmiałość: jak wiele ona demaskuje, jak wiele profanuje, jak wiele słodkich złudzeń odbiera, jak wiele niepokoju może budzić? Historia myślenia zna różnych filozofów: kapłanów, urzędników, rycerzy, włóczęgów, naukowców, akademików. Nietzsche był poszukiwaczem przygód intelektualnych, awanturnikiem, ryzykantem, śmiałkiem, obrazoburcą.

2. Mocniejsza jest nterpretacja, która budzi wesołość, radość (wiedza radosna) – największą radość, czyli oczywiście nie najgłośniejszy, tylko kosmiczny śmiech. Smutne interpretacje, te powinniśmy od siebie oddalać. Oskarżycielskie, oczerniające, umniejszające, podszyte złą wolą interpretacje należy umieć przekroczyć. Oto jeden z naczelnych argumentów przeciw chrześcijaństwu – zdaniem Nietzschego pozostawia nas ono smutnymi, rozżalonymi, grzesznymi; jest skargą raczej niż peanem; jest ponure – czyż nie doprowadziło do depresji i śmierci tego biednego genialnego chłopca – Pascala? Oczywiście, nie chodzi o to, byśmy zanegowali to, co negatywne. Prawdziwy śmiech dotyczy także rozpaczy. „Ból jest głęboki, ale rozkosz jest głębsza jeszcze...” – mówi Zaratustra. Radość jest pełną radością wtedy, gdy zgadza się na rozpacz i przekracza ją, nie kiedy ją wypiera czy wyklucza. „Tak, zgadzam się, nie odrzucam, nie neguję, nie zaprzeczam; kocham swój los” – to jest zawsze u Nietzschego ostatnie słowo. (Dobór inkluzywny.)

3. Być może jeden z ważniejszych, a bardziej złożony sens mocy interpretacji wywodzi się z tego, że interpretację, jej typ, można dalej interpretować z punktu widzenia tego, jakie rozumienie życia kryje się za daną interpretacją (czy też w niej się wypowiada).

Można by z grubsza podzielić interpretacje życia na dwa rodzaje: albo można życie rozumieć jako dążenie do przetrwania, albo jako dążenie do wzrostu; jako dążenie do równowagi lub dążenie do ekspansji; jako całość lub jako nieskończoność – itd. Samo życie zdaje się dawać podstawy do obu interpretacji, albowiem oba elementy, nazwijmy je najogólniej, statyczny i dynamiczny, konstytuują życie. Nie chodzi więc o to, znowu, która, z tych interpretacji życia jest prawdziwsza, bo obie są prawdziwe. A jednak jedna z nich może nam być bliższa, a druga dalsza – i po takiej linii pójdzie nasza interpretacja. Dynamiczna, ekspansywna, eksplozywna i ekstatyczna interpretacja życia jest ostatecznie mocniejsza.

O mocy interpretacji świadczy też to, ile innych interpretacji mieści się w polu jej możliwości, ile z tych interpretacji, które ona przekracza, może jednocześnie dopuścić na zasadzie własnej przeciwwagi. Jak wiele czyni ona możliwym do pomyślenia? Dobrze to widać na przykładzie interpretacji życia: da się pomyśleć statyczną równowagę całości jako moment (pewne „minimum”) dynamicznej ekspansji nieskończoności – lecz nie na odwrót, nie może dynamiczna ekspansja nieskończoności zostać pomyślana jako moment statycznej równowagi całości; tak więc interpretacja dynamiczna dopuszcza więcej niż interpretacja statyczna, i jest od niej mocniejsza.

Wszystkie prawdy należy zatem selekcjonować pod kątem tego, jaką interpretację życia one ostatecznie wyrażają. Mówiąc inaczej: ta interpretacja jest mocniejsza, która zakłada większy potencjał życia, dopuszczalnych możliwości, skoków i przeskoków, rozmaitości – wraz z tymi najbardziej ekstremalnymi, wyjątkowymi, rzadkimi.

Otóż każda interpretacja jest pewnym zawężeniem i ukierunkowaniem. Każda filozofia człowieka, by powrócić do naszego pierwszego przykładu, każda interpretacja człowieka jakoś ogranicza pole potencjalnych „wykształceń” człowieka; jakoś go ukierunkowuje, każe mu stawać się tym raczej niż tamtym. Ta, która dopuszcza więcej kombinacji, więcej możliwości stawania się człowieka, jest mocniejsza od tej, która dopuszcza mniej, ukierunkowuje w węższy sposób; ta, która daje więcej swobody, przewyższa tę, która daje jej mniej. Dlaczego zatem należy wyżej cenić prawdę nadludzką raczej niż ludzką? Właśnie dlatego, że pierwsza dopuszcza więcej. Daje człowiekowi większą swobodę, szersze pole możliwości stawania się; lepszą perspektywę. Większą rozpiętość możliwych osiągnięć, celów, potrzeb. Człowiek Nietzscheański (nie „nadczłowiek”, ale właśnie człowiek) ma o wiele większe możliwości niż, dajmy na to, człowiek w ujęciu – sugestywnym przecież – przywoływanego tu już Pascala. Może więcej, czyli ma większą moc.

4. Istnieje wreszcie u Nietzschego sens fizjologiczny terminu „moc interpretacji” – każda interpretacja jest dziełem jakiegoś żywego ciała, które interpretuje, aby żyć. Najmocniejsze interpretacje wyrażają najbardziej intensywne ciała. Oto całkowicie nieoczekiwane, przewrotne i odkrywcze zrozumienie tego, czym może być „wspaniałe ciało” – to, które interpretuje świat jako najbardziej złożony, wieloraki ku swej największej radości; jest „najzdrowsze” i najbogatsze, najbujniejsze. A ciało to też umysł. Moc interpretacji oznacza także potencjał rozwoju umysłu; ta interpretacja jest najmocniejsza, która najbardziej rozwija umysł, która najbardziej otwiera go na złożoność prawd.

Mocna interpretacja czyni z nas mocniejszych, bardziej biegłych inter­pre­tatorów. Ponieważ nie wyklucza innych, tylko je dopuszcza w ramach swoich szerokości, swoich „horyzontów”, czyni z interpretatora wieloperspek­tywi­czny i wielolicowy, rozbity czy „dywidualny” podmiot, który biegle przemieszcza się między punktami widzenia, wciąż je porządkując, ważąc i szacując. Podmiot istotnie myślący. W ten sposób zaś nauczyliśmy się od Nietzschego – czym jest myślenie.