2 Wieczór Myśli Orgiastycznej Chłodna 25

Autor: 
15.03.2007
 
Myśl orgiastyczna ponownie przyciągnęła liczną rzeszę zwolenników, przyjaciół, zaintrygowanych, podejrzliwych i szyderców do gościnnych pomieszczeń Chłodnej 25 (wielka podzięka dla tego wdechowego lokalu, w którym znakomita atmosfera nie przeszkadza wysokiemu poziomowi organizacji; special thanks to Grześ). Szczególnie miło nam było powitać wśród słuchaczy grono (poszerzające się) stałych bywalców spotkań orgiastycznych. Szczycimy się tym, że jesteście z nami! Mamy też nadzieję, że nowe twarze staną się „starymi”.
Drugi Wieczór Myśli Orgiastycznej Chłodna 25
 
W szczelnie wypełnionej sali, w lekko dusznym półmroku, atmosfera szybko się podgrzewała. Na klubowym ekranie pojawiła się sylwetka głównego bohatera wieczoru, "Homo polonicusa" (rys. autorstwa M. Sobczyka). Właściwą część dyskusji rozpoczął gość specjalny OM, filozof i psychoterapeuta Andrzej Leder, który nawiązując do schematycznego, ściśle platońskiego (o ironio) podziału na rozum, serce i chuć, jaki zaproponowaliśmy w punkcie wyjścia, przedstawił ujęcie problemu miłości/seksualności jako bądź to solipsystycznej gry z samym sobą na płaszczyźnie masturbacyjnej struktury obsesyjnego fantazmatu (J. Lacan), albo jako czystej relacyjności zawierającej wielość możliwych pozycji, w ramach której wtórnie zarysowująca się podmiotowość przechodzi od pozycji do pozycji, np. od pasywnej do aktywnej, dryfując niejako w ramach większej „struktury uczucia” (M. Klein). Dyskurs psychoanalizy okazał się w ten sposób problematycznym centrum przyciągania, jakie dalej w istotnym sensie zdecydowało o przebiegu dyskusji i całej operacji EPA. Próbę przechwycenia, częściowo tylko skuteczną, pojęć psychoanalizy, podjęli zrazu J. Dobrowolski i W. Rusin. Ten pierwszy zasugerował nieobciążone i swawolne podejście do pojęcia fantazmatu, rozumiejąc przez nie – zdecydowanie wbrew wszelkim przypuszczeniom psychoanalizy – raczej spontaniczną kreację wyobraźni niż zniewolenie i fiksację wokół nieświadomego urojenia. W ten sposób jedynym ważnym pytaniem seksuologii staje się nie: czy masz fantazmat, tylko jaki masz fantazmat. I czy to fantazmat ma ciebie (jak chce psychoanaliza) czy to ty masz fantazmat (jak chce „seksuologia wyzwolenia”). Bądźmy twórcami naszej miłości – produkujmy aktywnie fantazmaty, zamiast im ulegać, sugerował autor. Do tego też zmierzały propozycje W. Rusina, który domagał się przekroczenia obu koncepcji psychoanalitycznych w kierunku empirii i konkretnego doświadczenia.
Po części naprzeciw temu żądaniu wyszło przeniesienie dyskusji na problemy „serca”, uczucia i uczuciowości. Spośród wielu zajmujących kwestii uwagę dyskutantów przyciągnęła sprawa „polskiego serca”. Już wcześniej postawiona przez A. Ledera i M. Falkowskiego teza na temat masturbacyjno-lacanowskiej struktury polskiej duszy obecnie wyartykułowała się w kontrowersji na temat tego, czy Polacy „potrafią kochać”. W związku z tym W. Rusin zaproponował ujęcie sprawy w kategoriach różnicy między śródziemnomorską koncepcją miłości jako namiętnego i porywającego wybuchu a koncepcją nordycko-romantyczną miłości jako schematu niespełnienia i, zarazem, oderwania od rzeczywistości. Romantyzm w takim rozumieniu byłby anachroniczną przypadłością polskiej uczuciowości. Na inną przypadłość zwróciła z kolei uwagę P. Kwiatkowska, mówiąc o panującym schemacie przebiegu i przeżywania uczucia jako braku, jako zwielokrotniania się, nawarstwiania, spiętrzania pustki i próżni. W ramach owej "metafizyki braku", jak to określił M. Herer, rozgrywa się niejedna miłosna „figura losu”. „Brak jest przeznaczeniem miłości” – oto najbardziej fatalna konsekwencja romantyzmu. „Brak” bowiem raczej dusi i blokuje miłość, niż ją roznieca. W dalszym ciągu dyskusji wydobyto także inne jeszcze „komunały serca” jak np. normatywny schemat, wedle którego „umieć kochać” jest czymś zdrowym (w związku z czym ktoś, kto „nie umie kochać”, jest „chory”), na co wskazał M. Falkowski; albo schemat „melancholii końca”, zgodnie z którym nieuchronny koniec miłości jest zarówno czymś, co godzi w jej aktualne trwanie, jak i czymś, co niejako obwinia ją post factum. Dlaczego jednak godzimy się na to, by zarówno przeżywając miłość rozumieć ją w odniesieniu do jej końca (a nie środka, który właściwie jest jej realną treścią), jak i po jej przeżyciu pamiętać ją tylko w odniesieniu do jej zakończenia? Czy nie jest to spaczeniem serc?
Sala była już w stanie wrzenia, gdy w sprawie genitaliów J. Dobrowolski od­czy­tał m.in. następujące słowa: „Człowiek od zawsze wydaje się prześladowany w swej istocie przez swoje „organy”. Ciągle ma z nimi większy problem niż, daj­my na to, ze stopami czy szyją. Widoczna jest pewna z gruntu naiwna, dziecinna śmiesz­ność tej obsesji. Jeśli poprzez wyraźne rozgraniczenia sfer sprawia się, że „organy” stają się czymś podejrzanym, specyficznie promie­niu­jącym wielo­zna­cz­nością, niebezpiecznym („niesiesz w sobie wewnętrznego wroga – to dziwne coś, co jest tym bardziej seksem, im bardziej nie tobą, ale też i czymś, co nad to­bą panuje”) – staje się to gruntem dla całego przemysłu neurotycznego: organy, seks, obsesja. „Te sprawy” stają się źródłem „wiecznego niepokoju ducha”. Seks jako przestrzeń powstawania „kompleksów”, neuroz, roszczeń, lęków.
I dopiero wtórnie, „podziemnie”, resakralizuje się seks poprzez pornograficzny kult „organów”. Ale ten kult, w swej wtórności wobec pierwotnego gestu „zasromania”, jest równie jak ono karykaturalny i kretyński. O ile tamten był „głęboki”, czyniąc z seksu „piekielną otchłań”, o tyle ten, zawsze po prostu przeciwstawny, okazuje się nieskończenie, nieznośnie płytki. W ten sposób seks niepornograficzny staje się ciężki i ponury, zaś pornograficzny – głupi i płaski.
W ogóle wyzwolenie seksu od głupoty – wykroczenie ponad, wysoko ponad tę opozycję między „porno i nieporno” – wydaje się najważniejszym zadaniem seksuologii."
Po tym wezwaniu napięcie związane z zapowiadaną atrakcją wieczoru – Porno Słuchowiskiem "Projekt LL" zrealizowanym przez von Hirsch (na motywach Lady Laury In Umbra...) – sięgnęło już takiego poziomu, że niezwłocznie należało rozpocząć część artystyczną. Widownia żądna mocnych doznań od dawna już niecierpliwiła sie, gdy wreszcie wygaszono stopniowo światła, aby otworzyła się przed nami hipnotyczna, czarna przestrzeń słuchowiska. Ciała nasze pogrążone w niej oddały się fluktuacjom materii dźwięku. Galopowaliśmy wraz z Lady Laurą, która, rozbita na wielość wspaniałych żeńskich głosów (brawa dla wokalistek!), oprowadzała nas po korytarzach nieposkromionej rozpusty, oczarowując i ekscytując pulsującą głębią swych czerwieni. Nasze ciała wraz z jej ciałem stały się w końcu żerowiskiem...
 
Redakcja OM raz jeszcze dziękuje wszystkim uczestnikom 2 Wieczoru Myśli Orgiastycznej!
 
 
 
Z Archiwum: 

NOC Literatury Niełatwej

06.06.2006 – Relacja z Nocy Literatury Niełatwej
 
4 czerwca, w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego odbyła się po raz pierwszy Noc Literatury Niełatwej. Współ­gos­podarzem trzeciego już spotkania OM z publicznością było Centrum Sztuki Współczesnej. Jako gość spec­jalny wystąpił Zakład Produkcji Dźwięku w składzie Patryk Zakrocki, Michał Górczyński.
 

Orgia Polityczna - konferencja "Literatura i polityka"

14.12.2005
 
Sesja naukowa OM poświęcona związkom literatury z polityką odbyła się przy sporej frekwencji i w gorącej atmosferze. Redaktorzy i autorzy OM dziękują prelegentom za wysiłek, zapał i inspirację, a zna­ko­mitej publiczności za zaangażowanie i dyskusję. Co do polityki, to po tym wydarzeniu nabieramy pewności, że razem ruszymy z posad bryły świata.

"Duch rozwiązłości z duchem polskim" - Pierwszy Wieczór Myśli Orgiastycznej

25.05.2005
 
W wigilię święta Bożego Ciała redaktorzy i autorzy OM spotkali się z czytelnikami w podziemiach warszawskiego klubu „Chłodna25”. Wydarzenie miało zarówno aspekt intelektualny, jak i dionizyjski. Ekstatyczne święto narodzin nowego undergroundu literackiego zakończyło się o świcie zbiorową kontemplacją srebrzystego dachowego bojlera, w którym „po chiricowsku” odbijało się wschodzące słońce.