By mówić o wielopłciowości literatury, należałoby najpierw zastanowić się nad tym, czym w ogóle jest dla literatury płeć i ciało, na jakiej zasadzie w tekście literackim funkcjonować mogą i powinny te kategorie. Virginia Woolf twierdziła, że przede wszystkim „książka musi być dostosowana do cielesności”, rytm i struktura tekstu nieuchronnie związane muszą być z ciałem. Nie oznacza to jednak, że ciało, płeć czy seksualność winny być dla literatury „problemem” jako takim. Można powiedzieć, że są dla niej raczej jednym z elementów dynamizujących, decydujących o jej swobodzie i lekkości, bądź też, jeśli zostaną potraktowane „problemowo” właśnie, spowalniających ją i wikłających w publicystykę.
Ciało, płeć, by mogły aktywnie i skutecznie zadziałać w przestrzeni tekstu literackiego, muszą zostać odcięte od swojej realności, więzi łączące je z rzeczywistością powinny ulec zerwaniu. Należałoby znaleźć ów „mięsień” scalający świadomość płci ze strukturami językowymi i przeciąć go niczym mięsień łączący ostrygę z muszlą. Bo ciało jedynie „wykorzenione” może stać się pożywką dla literatury. Może uzyskać walor nieruchomego przedmiotu, mechanizmu czy obrazu. Może też przeciwnie stać się rytmem i ruchem, zmianą i przyspieszeniem. Właśnie ta druga możliwość wykorzystania ciała w literaturze wydaje mi się być najbardziej fascynująca.
Ciało wprawione w ruch, ciało rozpędzone, ciało wirujące zmienia nie tylko swoją fakturę, nie tylko powierzchowność, nie tylko mimikę i gesty, nie tylko spojrzenia i śmiech. Migotliwej, błyskawicznej zmianie ulega także płeć. Ciało staję się wielopłciowe. Jednak nie oznacza to wcale, że jesteśmy świadkami „walki płci”. Przeciwnie, różnorodny i momentalny charakter wszelkich form sprawia, że każda z płci, wszystkie warianty ich zespoleń i zetknięć ujawniają swoje jednorazowe, unikalne piękno, siłę, swoje zwyrodnienia i pasje, pożądania i nienawiści. Literatura nigdy nie wyraża prawdy o płci, prawdy o ciele, mówi raczej o ich przypadkowości i nietrwałości. Jednoczesne dążenie do harmonii i chaosu, trwania i zmiany, pragnienie subtelnej bliskości i brutalnego gwałtu rodzą się tam, gdzie tekst literacki staję się wielopłciowy. I jest to właśnie jedna z radości literatury...
Rozkosz płynąca z wielopłciowości tekstu jest zdecydowanie zmysłowa. Można powiedzieć, że jej intelektualnym odpowiednikiem byłaby radość płynąca z wielorealności tekstu. Tak jak ciało nie może wejść wprost do literatury, podobnie rzeczywistość powinna zostać uprzednio przeformowana. Jednak w tym przypadku nie chodzi jedynie o odcięcie, wykorzenienie i wprawienie w ruch. Rzeczywistość musi przede wszystkim zostać prześwietlona aż do samej głębi. Jeśli refleksja nad światem zatrzymuje się na powierzchni, jeśli nie drąży jego ukrytych struktur, jeśli nie wnika w jego złożoność, literatura zrodzona z takiej refleksji będzie zawsze jedynie opisem. Polifonia rzeczywistości to nie jedynie to, co w niej słyszalne, to również to, co w niej do pomyślenia i nie do pomyślenia. Pod szarością współczesności kryje się wielobarwny potencjał, pod pozorną jednorodnością i powtarzalnością czai się wiele procesów, wydarzeń i ekscesów. Nijakość to tylko jeden z przejawów wielojakości, a wszechobecne przekonanie o wyczerpaniu, zużyciu języka to jedynie efekt krótkowzrocznego oglądu, który nie pozwala dostrzec siły, jaka tkwi w każdym słowie.
Pierwszym zatem krokiem, który doprowadzić może do czerpania rozkoszy z literatury jest pogłębienie, rozwarstwienie i oswobodzenie myślenia o rzeczywistości. Realizm przestał już dawno być wystarczający, zresztą nigdy tak naprawdę nie był. Realizm i naturalizm były w gruncie rzeczy olśniewająco wizjonerskie i nigdy nie ograniczały się do opisu jednorodnego świata. Teraz jednak niezbędna staje się wielorealność. Zatem autentyzm i dokumentalizm, fikcja i zmyślenie, brutalna prawda i radosne kłamstwo wszystkie te elementy są równoprawne i równie pożądane w wielorealnym tekście.
Literatura to nie jedynie trwała struktura modelująca i opisująca świat. To również rodzaj pajęczej sieci rozpiętej ponad rzeczywistością, zaczepionej w wielu jej punktach, na wielu poziomach, jednak nigdy nie w pełni do niej przyległej. Może się od niej odrywać, może tracić z nią kontakt, może również oplatać ją, chciwie się do niej przylepiać. Tym, co pozwala snuć wątek tekstu musi być myśl, wielopoziomowa refleksja. Tym zaś, co sprawia, że tekst jest tak „lepki”, jest jego wielopłciowa zmysłowość.
Orgia Myśli to między innymi radość i rozkosz, które za sprawą literatury czerpać można ze zmysłowego i intelektualnego kontaktu z rzeczywistością.