"Pizda" i struktura

Jeśli kogoś fascynuje pornografia, to dzieje się tak zapewne z jednego z trzech następujących powodów. Po pierwsze fascynować może czysto seksualny aspekt pornografii (w tym przypadku ”fascynować” to tyle co ”wzbudzać pożądanie”). Po drugie – jej konstelacyjna struktura (pornografia to chyba jedyny gatunek popularny, w którym, w obliczu braku wątku, nie działa tradycyjny greimasowski model narracji, a zamiast tego bohaterowie mogą się łączyć na zasadzie ”każdy z każdym” w bezczasowej sieci wydarzeń, której układ dyktowany jest pożądaniem widza). Po trzecie zaś – związek obrazu z rzeczywistością, fakt, że to, co oglądamy, naprawdę miało miejsce. Najczęściej jednak prędzej czy później wszelka fascynacja kończy się znużeniem. Seksualność okazuje się być schematyczna (bo dostosowana do potrzeb modelowego widza), brak wątku – nużący, a rzeczywistość – nieskończenie oddalona.

 Czy pornografia może mieć coś do powiedzenia? Coś, co nie umniejszyłoby samej pornograficzności pornografii? Próżno się od niej domagać artystycznego lub intelektualnego zacięcia, porywającej narracji, czy też jeszcze bardziej przekonującej realności. Jeśli cokolwiek może zapobiec znużeniu, to jest to przede wszystkim kreatywność. Nie ta, która mnoży substytuty w ustalonym modelu (penis→dildo…, biały→czarnoskóry→azjata…), lecz ta, która w sposób nowatorski i indywidualny organizuje przestrzeń pożądania. Jak być kreatywnym? Jeśli znużenie wynika z przyzwyczajenia, braku pasji, z profesjonalizmu, to kreatywność jest sferą amatorskości. Nie chodzi jednak o zgrzebną amatorszczyznę domowych filmów. Trzeba odwołać się do etymologii tego słowa: amator to miłośnik, kochanek, pasjonat. Sekretem kreatywności jest więc pasja, czyli nienasycenie. Ani profesjonalizm, ani chęć zaspokojenia czytelnika nie są ambicjami Lady Laury. To nadmiar nienasycenia sprawia, że Lady Laura pisze. Ten nadmiar produkuje tekst. Nie oznacza to, że język jest dla Lady Laury obiektem erotycznym. Działanie nienasycenia, czyli kreatywność pornografii polega na wytwarzaniu struktur, ale struktury te pozostają w zgodzie z wymogami gatunkowymi (a więc Lady Laura pisze teksty o pożądaniu, ale nie pożąda tekstu). Pierwszym strukturalnym podziałem jest wytyczony przez punkt pizdy podział na obszar tekstury i obszar konfiguracji.

Tekstura jest zróżnicowaniem prostej relacji przyległości i rytmu. Ponieważ tekstura zawiera się w piździe, stanowi w stosunku do pizdy wymiar wewnętrzny. Minimalizacja dystansu tkanek jest dzięki asymetrii nienasyceń (a także dzięki ich nieskończoności) za każdym razem inną odmianą dotyku i rytmu, które są dwiema modalnościami tekstury. Lizać, gryźć, napinać, drażnić – oto różnorodności tekstury.

Choć nie mogę mojej pizdy lizać, całować, gryźć – jak robię to z pizdami wielu pięknych kobiet – choć nigdy nie poczuję na języku jej ciepła, mogę przecież jej dotykać. Liże mnie szybko, wwierca się językiem w samo wnętrze, delikatnie przygryza łechtaczkę zębami. Moja pizda zaczyna pulsować, zaciskać się, łakomie domagając się wypełnienia. Heikki chwyta mnie za biodra i z impetem wbija się od tyłu w moją pizdę. Jego kutas jest tak gruby, że cipa, choć jeszcze wilgotna, napina się i zaczyna drżeć. Pchnięcia są głębokie, rozdzierające, szybkie. 

Konfiguracja natomiast jest wobec pizdy zewnętrzna. Konfiguracja polega na mnożeniu połączeń, budowaniu konstelacji opartej na pożądaniu. Konfiguracja to nie pozycja, lecz stan napięcia ujęty w geometryczną formę. W skład konfiguracji wchodzić może dowolny element, ale sama konfiguracja nie jest całkowicie dowolna, gdyż wytyczana jest przez intensywność pożądania. Oto konfiguracja totalna:

 Gdy pieprzysz się pośród spojrzeń, wchłaniasz w siebie otaczające cię ciała, zasysasz organy, liżesz skóry, twoje rozwarcie jest nieograniczonym łakomstwem, krzyk twojego orgazmu odbija się pomnożonym echem. Jeden penis wystarcza tylko do prokreacji, seks to rozrzutność cip i hojność kutasów. Bądź świętym Sebastianem ruchania, niech każdy fiut przebija cię w nowym, dziewiczym punkcie, niech każde pchnięcie będzie defloracją, niech każdy por twojej skóry stanie się łakomą waginą, a każda z twoich rąk lepką macką, która niepohamowanie zagarnia każdego, w kim wyczuje twardość godną twojego ciała. Spojrzenia potrafią pieścić głębiej i śmielej niż niejedna dłoń, spojrzenia potrafią doprowadzić do orgazmu, jeśli tylko pozwolisz, by jedno z twoich patrzących oczu było pizdą, a drugie odbytem. 

A oto konfiguracja zdublowania:

 Gdy uprawiam seks z posiadaczem takich właśnie jąder, zawsze ustawiam się tak, by podczas ruchania rytmicznie uderzały w moją łechtaczkę. Dzięki temu wewnętrzny rytm pizdy i kutasa podwaja się w zewnętrznym rytmie jąder i łechtaczki; orgazm doskonały. 

I jeszcze czworokąt:

Podniecała mnie świadomość, że to oni, a nie ja, widzą tego, który atakował moją dupę. Stanowiliśmy piękny, porywający, rozkosznie zdystansowany wobec siebie czworokąt.

Zauważmy, że taka a nie inna struktura tekstu (podział na teksturę i konfigurację) wytyczona jest przez pizdę. A zatem wyznaczając swoją wewnętrzność i zewnętrzność, pizda organizuje tym samym pole tekstu. Czym jest jednak pizda i co daje jej moc strukturyzacji? By na to pytanie odpowiedzieć, musimy zacząć od wytrysku. Jednym ze źródeł fascynacji pornografią miała być, przypomnijmy, prawdziwość ukazanego doświadczenia. Ale w chwili wytrysku staje się ona problematyczna. Dokonuje się tu pewne rozwarstwienie. Autentyczność orgazmu musi zostać przedstawiona na zewnątrz. Wytrysk unaoczniony jest ujawnieniem gry i zaprzeczeniem realnej pasji. Wizualizacja wytrysku maksymalnie zbliża widza do rzeczywistości seksu, ale pozostając jednocześnie tylko widokiem, sprawia, że wszystko okazuje się grą. Jeśli więc pornografia ma być gatunkiem opartym na obopólnym nienasyceniu, jeśli pasja aktorów ma być rzeczywista, wówczas wytrysk nie może zostać unaoczniony. Tracąc obraz, zyskujemy przesłonięcie, niewidzialny punkt prawdziwej pasji, który nie może zostać ujawniony, ale który odsyła nas do swoich realnych źródeł.

Tak więc jeśli Lady Laura chce zadowolić samą siebie, nie może pokazać wszystkiego. Zasadą tradycyjnej pornografii było ”wszystko na wierzchu”, ale stanowiło to także o jej płaskości. Pokazując wytrysk pornografia staje się ”dwuwymiarowa”. Samozadowolenie Lady Laury jest jak ukryty wytrysk – musi pozostać tajemnicą. Nie jest umieszczony poza tekstem – tak jak orgazm penisa w waginie albo odbycie nie jest poza kadrem – jest punktem styczności filmu z rzeczywistością, który śledzić możemy tylko poprzez jego symptomy. Tym punktem jest właśnie pizda Lady Laury. Lady Laura nigdy nie może jej w całości opisać. Używając wulgaryzmu robi coś całkiem innego. Pizda to coś, co Haïm-Vidal Sephiha określił jako element intensywny, l’intensif. Językoznawca ten wyróżnił pewną grupę słów, wyrażeń i wszelkich innych możliwych elementów, których funkcją jest ekspresja napięcia, parcie poza granice słowa, przekroczenie języka. Termin intensywności Sephiha zapożyczył z gramatyki hebrajskiej, gdzie typ odmiany pi’el określany jest mianem intensywnego. Istnieją bowiem czasowniki, które koniugowane według paradygmatu pi’el, nabierają ekspresywnego i intensywnego charakteru. Pierwotnie koniugacja ta polegała na podwojeniu centralnej spółgłoski rdzenia. Stoimy więc tu być może na granicy ekspresji i formy, doświadczenia i tekstu, napięcia i słowa. Podwojenie spółgłoski miało pierwotnie charakter czysto emfatyczny, lecz właśnie ta emfaza została ujęta w paradygmat odmiany. W którym momencie podwojenie traci swój ekspresywny charakter na rzecz strukturalnego? Jak energia podwojenia znajduje drogę do struktury języka? To są pytania o pizdę, gdyż pizda jest właśnie tym ekspresywno-strukturalnym punktem przejścia pomiędzy rzeczywistością a tekstem. Pizda jest elementem w tekście, ale jej ekspresja płynie spoza tekstu. Ekspresję tą poznać możemy tylko dzięki symptomom, takim jak wewnętrzna (tekstura) i zewnętrzna (konfiguracja) strukturyzacja tekstu.

Podsumujmy więc, jak pornografia Lady Laury sytuuje się wobec tradycyjnej pornografii. Czystej funkcji zaspokajania odbiorcy Lady Laura przeciwstawia swoje własne nienasycenie. Konste­la­cyj­nej strukturze (która w przypadku tradycyjnej pornografii jest być może po prostu brakiem jakiejkolwiek struktury) pisarka przeciwstawia złożone formy pożądania w tekście, układające się na ob­szarach tekstury i konfiguracji. Zaś zamiast pozornej realności pornografii, polegającej na pod­porząd­ko­waniu się dwuwy­mia­rowemu oku kamery, Lady Laura wprowadza do tekstu punkt intesywny, który wytycza struktury tekstu i który ukrywając się, nie poddając się wyczerpującemu opisowi, jest miejscem styczności ekspresji i tekstu, odsyła nas więc do prawdziwej pasji. Nienasycenie i kreatywność Lady Laury, różnorodność struktur, jakie tworzy – to wszystko sprawia, że możemy mówić o wydarzeniu literackim, literaturze z prawdziwego zdarzenia!