Karol Rauss – urodzony w Warszawie w roku 1971, lekarz medycyny, „obywatel rzeczywistości globalnej”. Obecnie podróżuje po Afryce zachodniej – zamierza przebyć Saharę sławnym szlakiem karawan do Timbuktu, a ze swej wyprawy, jak nam obiecał, przyśle obszerne relacje (na razie przysłał swoje zdjęcie – obok). W redakcji Orgii pojawił się tuż przed planowanym wyjazdem, z propozycją, która okazała się nie do odrzucenia. „Szum” to fragment większego projektu powieściowego, dowodzący, że nie trzeba pisać wbrew polszczyźnie, aby wydobyć z niej niebywały ładunek ekspresji i gwałtowności... Ostrzegamy, że lektura „Szumu” wymaga mocnych nerwów! To naprawdę dynamit!
Rauss o sobie: „Nie jestem pisarzem i nie chcę być, co wydaje mi się jedyną receptą na to, żeby pisać... Ale że to w ogóle robię, nie wiedział dotąd prawie nikt; nie mam chyba ambicji, żeby udzielać się publicznie, zresztą życie literackie w naszym kraju, które pobieżnie, ale na bieżąco z ciekawości śledzę, wydaje mi się generalnie żałosne. Publikując u Was, mam nadzieję, nie wyjdę z cienia, bo przecież OM to najbardziej niszowa inicjatywa, z rodzaju tych, które nigdy nie powinny zaistnieć, a już na pewno – stać się szeroko znanymi (co uważajcie za swój plus!) Co do „Szumu” – czy to jest awangardowe, nie wiem, ale lubię bawić się językiem, doprowadzać go do wrzenia, do ekstremum, choć nigdy kosztem poprawności gramatycznej, jakiś taki jestem formalista... Natomiast zupełnie nie mam drygu do wymyślania fabuł, dlatego wszystko czerpię z rzeczywistości, co najwyżej coś tam dorabiam, wymyślam, ale i tak, niestety, same moje opowieści są siłą rzeczy raczej banalistyczne, najważniejsze dzieje się w ekspresji... Fabułę „Szumu” zaczerpnąłem z historii dwóch prowincjonalnych „buraków”, którzy niechcący stali się mordercami; usłyszałem ją parę lat temu w programie „997” (byłem kiedyś fanatykiem tego programu!) Od tamtej pory chodzi mi po głowie pomysł, żeby połączyć eksperyment na estetyce śp. disco-polo z jakimś rodzajem naturalizmu (Zola, Zola, po trzykroć Zola – nikt go nie przebija, moim zdaniem, może Celine, bo był lekarzem), oczywiście nowoczesnego naturalizmu: a ponieważ naturalizm klasyczny lubił opierać się na biologii, wymyśliłem, na miarę naszych czasów, a przede wszystkim własnego wykształcenia, coś co nazywam „neuro-naturalizmem” – opis zachowań ludzkich z punktu widzenia funkcjonowania mózgu... Nie wiem, czy to dobrze zagra; na wszelki wypadek na razie nie publikuję najbardziej radykalnych pod tym względem fragmentów. Ale nie jest to moim zdaniem przypadkowe zestawienie, bo pomiędzy disco-polo a neuro-naturalizmem zawiera się, jak odkryłem, wielki potencjał poezji, poezji potu, dzikości, gwałtu, barbarzyństwa – ale też, z drugiej strony, satyry – bo „Szum” to także satyra, satyra na Polskę i Polaków, tę dziwną środkowoeuropejską rasę, w której antropologiczną dominantę stanowi cham, a kulturową – Azjata. Wszystkim czytelnikom OM życzę miłej lektury i pozdrawiam z 32 równoleżnika, na którym zapewne będę się znajdował w chwili, gdy przeczytają moje słowa... – lek. med. K. Rauss”